byle tylko
dogrzebać się do mięcha czuje stary filozof
kolana już nie te i kręgosłup nie trzyma pionu
a przecież
byle
dobrać się do mięcha tam tam tam
skąd to się wszystko bierze gdzie nie potrzeba
tak jakby jak gdyby wszystko jest
już nie będę się pytał co będzie jak wszystkiego nie będzie
ani gdzie będę gdy nie będę
gdy pogrzebią gdzieś pod płotem coś co przecież nie jest mną
a ja nie będę się pytał gdzie pójdę
przez styx w płomienie ogród pełen hurys
a ja po prostu nie będę się pytał
o nic, o najmniejsza kropkę na średniku
kreskę nad o ciapek nad umlautem
bylem tylko zdążył
bylem tylko zdążył
końcem myśli po zrębach świata tutaj wewnątrz czaszki
wiem wiem przyziemne aluzje neurochirurg skalpelem po korze
laserowa głowica po dysku
któż potrafi zrozumieć to coś jedyne w swoim rodzaju
drążyć i drążyć i drążyć
krążyć i krążyć i krążyć
byle tylko zdążyć
byle tylko zdążyć
teraz powinna być puenta nie wiadomo
czy on zdąży czy w ogóle jest jakiś on
czy jest coś w czym się zdąża czas los pchła pod bogów podszewką
ale niech mu to będzie ale
ale niech będzie mu dane
niechaj to będzie mu dane
Ach kiedy dojdzie wreszcie do mnie
zera dziesiętny separator
Nie będę mšdrzył się przytomnie
nieboszczyk czy reinkarnator
Nie chlipcie, że braciszek łata
dał wreszcie nogę z tego wiata.
Dokšd? to sami zobaczycie
Ja wierzę, że nie w samo życie.
Kwiat też chce przeżyć żadnych wieńców
od kumpli ni od pierdoleńców
Niech wam też ziemia będzie lekka
i spierdalajcie, życie czeka.
Zostanie po mnie bajzel z ciałem
Ni w trumnę przodem, ni też tyłem.
Powietrze, które wypierałem
palanty, których pierdoliłem.
Horyzont skończył się pomału
Co nie postali, nie poczuli
Że bliska jest koszula ciału
Lecz bliższe ciało jest koszuli.
Nie rób z żałoci kociokwiku
więtoszku oraz żałobniku.
Zwróć się do własnej dupy tyłem
I nie pamiętaj już, że byłem.
Nim przy niadaniu ginekolog
opryska kawš mój nekrolog
Nim premier co nie w ciemię buty
zakaże odwalania kity
Spojrzę na wiat, pomylę błogo
Kto z nas mas bardziej dosyć kogo
Nakryję się racami dwiema
Cieszšc się, że mnie wreszcie nie ma.
Płynie archanioł wokół ogrodu
Cacy, porzšdek, ład
Wtem w tršbkę zwija się nos od smrodu
Ogrodem pełznie gad.
Stanšł mu puch na rodku głowy
Na widok hydry tej
Rzuca się anioł w lot nurkowy
Będzie jednego mniej.
Wykrzyka pełem animuszu:
Martwa, paskudo! - lecz
Tego nie było w scenariuszu
Paskuda też ma miecz
Pod łóżkiem skórę twš rozcielę
Już nie pomoże nic
Ogromnie przykro mi aniele
Paskuda też chce żyć
Jednym rozpłatam ciosem gada
Każdy hagiograf wie
Wrzeszczy, a szczęka mu opada
Paskudzie jako nie
Cofnšć nei można oła historii
Jest powiedziane tak
Dla większej majestatu glkorii
Ciebie ma trafić szlag
Dziewnie mi miła moja skóra
Jak nie wiadomo co
Smoczek anioiłka casp za pióra
I pierdut no i po
Arlekiny w oceanie
majš zębów pełen ryj.
Tylko colgate Tylko colgate
Widzisz Omo to się kryj
Każde ciało się oddało chociaż raz
A jak ciało, to mydełko Kfa
Pamiętaj, pamiętaj, tu się nie pętaj
Bo cię gliny zwinš i będziesz dolinš
A kto tak pięknie gra
To Robin Hood (czyli ja)
Kochany nie rób takiej miny
Nie ja jestem winny, tylko arlekiny
Zasiadł Bóg, że rzecz wyłożę
W majestacie swojej chwały
Diabeł rzekł mu Panie Boże
Jakiż niebyt doskonały
Po co stwarzać niebo, morze
ziemię, chmury oraz lšd
Diabeł w kułak się wyszczerzył
Bóg i tak mu nie uwierzył
Jak wiadomo stworzył homo
ksywka sapiens to był błšd
Siadł na tyłku Piast Kołodziej
Z cienia wyszedł druid dobrodziej
Rzekł: jak rzekł poeta Hołuj
Sied na tyłku i nie kołuj
Koło dziwna to figura
Czyż to nie klasyczny sšd
Powstał Piast i się położył
Powstał, wyszedł, twarz otworzył
I hip hurra obrósł w pióra
Niczym kura to był błšd
Był raz Zygmuś ksywka stary
Berlo mial jak 2
fujary
Mial koronę i płaszcz z futra
Chcial z Krzyżaka zrobić lutra
Miłosierdzie przebaczenie
Kochaj wroga jak ci zmiękł
będzie przyszłe pokolenie
gryzło palce na sam dźwięk
Jądruś Kmicic z dobranocki
wroga rżnął aż sam się dziwił
Był Pułaski i Potocki
Był Czarnecki i Radzwil
Czarne marki złote ruble
jedne w szereg drugie w rząd
Skąd ich tyle w jednym kuble
Zgadnij sam ja nie wiem skąd
Pośród wichru gradu szaci
Pełli raz konfederaci
Jakaś to diabelska sprawa
Po co innowiercom prawa
Zaraz głowę król nam gach da
Szable w dłoń z garłaczy doń
i już szlachta i już szlachta
jak mšż jeden wali w koń
Tracił człowiek uciskany
Życie, wolnoć, oraz mienie
Prał poeta łbem o ciany
Wyklinajšc przeznaczenie
Kto był górš? zawsze Oni
Skšd ta pewnoć? Nie wiem skšd
Ale niechaj Bóg mnie broni
bym miał rzec, czy to był błšd
Od Staništek po Poronin
Gdzie swe ródła Bzura bierze
Nie zaginie pamięć o Nim
Bezimiennym bohaterze
co kikował kalkulował
cierpiąc fiskus karcer chłostę
krew+blizna jest ojczyzna
cóż jest jeszcze bardziej proste
Kiedy urzšd znać o sobie
Da niewinnym Ci szelestem
Nie myl: co ja tutaj robię
Pomyl lepiej: ja Nim jestem
Miast podziwiać uniżenie
Sejm, premiera oraz rzšd
Chciej do Stwórcy wznieć westchnienie
Za nasz wielki, wspólny Błšd
umrę cały mniej jeden ptaszek na spisie ludnoci
umrę cały panowie szkoda jest waszych metafor
Czegoż jeszcze mi trzeba? klaskań wypocin litoci
co się maja do rzeczy jak do stokrotki kalafior
czy mnie wiersze przeżyjš? Ucha nastawcie piraci
papier mniej zaczerniony równo, niż tamten na rolce
Ciau krasiccy wietliccy ważyki i bohomolce
Jeli nawet przeczyta grosza ci goć nie zapłaci
każdy kiedy ma ciało by mu wymylać od cierwa
Choć cierpliwie mišchało trawę etanol kondony
fizol chodził na wuef psychol zań truł za miliony
pamięć - więta, wietlana- dla mnie wštpliwa rezerwa
I niech nic nie zostanie; szelest papieru, brzęk monet
ale kończyć wypada; to miał poodobno być sonet
Diana leży w angolskiej ziemi
Diana, która chciała za Araba.
Supermarket sprzedaje tony kwiatów
Jedzie działo na nim miast pocisku
blond utleniony kurczak tamaguchi
Idš sznurkiem angolscy komandosi
Irlandczyk ruszy rzęsš i już trup
Chłopcy jak wieżo malowane
Tylko miny kłujš ich w liczne nóżki.
Półgębkiem ziewa angolski lewek
Ja się nie boję dentysty
Ponosi tylnš łapę nawet Bur nie zaszura
Głupi Gandhi głupi ksišżę Poniatowski.
Czapki z głów gacie z tyłków
(cisza we wsi idcie bez zboże)
Bo Angol przezywa katharsis
Kto winny kto winny złapać i posolić
Wszystko Żydzi wszystko paparuchy
Koniec transmsji, ganie telewizor
Za oknem czekajš uroki demokracji
Gdzie ja podziałem zaległe rachunki
Ależ ona wtedy musiała być szczęliwa.
Kto ziemi nie dotknšł ni razu
Wedle Thatcher ukazu nie może być w niebie
Dziękujemy wszystkim, proszę westchnšć z ulgš
I przekręcić gałkę.
Diana leży w angolskiej ziemi
Diana, która chciała za Araba.
Jedzie działo na nim miast pocisku
blond utleniony kurczak tamaguchi
Zasiadł Bóg, że rzecz wyłożę
W majestacie swojej chwały
Diabeł rzekł mu Panie Boże
Jakiż niebyt doskonały
Po co stwarzać niebo, morze
ziemię, chmury oraz lšd
Diabeł w kułak się wyszczerzył
Bóg i tak mu nie uwierzył
Jak wiadomo stworzył homo
ksywka sapiens to był błšd
Siadł na tyłku Piast Kołodziej
Z cienia wyszedł druid dobrodziej
Rzekł: jak rzekł poeta Hołuj
Sied na tyłku i nie kołuj
Koło dziwna to figura
Czyż to nie klasyczny sšd
Powstał Piast i się położył
Powstał, wyszedł, twarz otworzył
I hip hurra obrósł w pióra
Niczym kura to był błšd
Był raz Zygmu, xywka Stary
Berło miał jak 2 fujary
Miał koronkę i płaszcz z futra
Chciał z Krzyżaka zrobić lutra
Miłosierdzie przebaczenie
Kochaj wroga, jak ci zmiękł
Będzie przyszłe pokolenie
Gryzło palce na sam dwięk
Poród wichru gradu szaci
Pełli raZ konfederaci
Jaka to diabelska sprawa
Po co innowiercom prawa
Zaraz głowę król nam gach da
Szable w dłoń z garłšczy doń
i już szlachta i już szlkachta
jak mšż jeden wali w koń
Brał okupant ze szkół znany
W jasyr godnoć, ycie, mienie
Prał poeta łbem o ciany
Wyklinajšc przeznaczenie
Miałkie cisze, krwawe zgiełki
Wszak nie idzie nic na marne
(od piramid aż po Marnę)
(lewki)Misie, ptaszki, w tym orzełki
(mać dowolna, głównie) Duo głów i wszystkei czarne
Jšdru Kmicic z dobranocki
Wroga prał, że sam się dziwił
Był Sowiński i Potocki
Był Czarnecki i Radziwił
Czarne marki, złote ruble
Jedne w sszereg, drugie w rzšd
Skšd ich tyle w jednym kuble
Zgadnij sam ja nie wiem skšd
Od ubianki po Poronin
Gdzie swe ródła Bzura bierze
Nie przeminie pamięć o nim
Bezimiennym bohaterze
co kikowal kalkulowal
cierpiac fiskus karcer chloste
krew+blizna = jest ojczyzna
có jest jeszcze bardziej proste
Kiedy urzšd znać o sobie
Da niewinnym ci szelestem
Nie myl co ja tutaj robię
Pomyul lepiej ja nim jestem
Miast podziwać uniżenie
Sejm, premiera oraz rzšd
Chciej do Stwórcy wznieć westchniujenie
Za nasz wielki, wspólny Błšd
sam jestem ciekaw
czy to bardzo łacińsko brzmi krytykologia
ale każdy pisacz
ma swojš prywatnš cybernetykę krytyka
mam bo ma i tyle
ja sam wiele w tę naukę nie włożyłem tylko krótkie
każdy jest krytykiem wszystko jest krytykš
ale chciałbym kiedy rano wstać pójć na pocztę posłać tomik
redaktorowi co nie czuje się Herrgottem
ani też herenfolkiem ani też demiurgiem
mogšcym podle woli stworzyć mnie z grafomana
zapewne pokora wobec tekstu to niekoniecznie brzmi dumnie
i nie musi go wdychać białym proszkiem od dilera
ni go brać tak naturalnie jak oddech rosy o poranku
ale nie chcę współautora spojonego swš demiurgiš
co dopisze twym wyskrobkom kolejne piętnacie wymiarów
ja wiem każda hera ma swego dilera (wydało się, żem poeta
ja wiem że dzi żeby się nie dać trzeba się sprzedać
i lepiej żeby sprzedał się ty nili kto twojš skórę
wiem że kiedy trzeba zaczšć by nie skończyć
na ciężkich norwidach albo i w czapce norwidce
już już lecę
jeszcze tylko przysišdę ten raz by parokro powtórzyć
wszystko jest krytykš każdy jest krytykiem
-----------------------------------------------
Ja sam nie wiem czy zrodziłem się by pisać wiersze sztuki
Może każdy diabeł ma swojego Boga
Ale pora bym wyrównał mój dług wobec tej nauki
Imię której jest krytykologia
Ja też chciałbym rano wstawszy umiechnšc się w dzień a potem
Pójć na pocztę wysłać tomik z brzaskiem rana
Facetowi gdzie w redakcji co nie mieni się Hergottem
co mnie stworzy jeli zechce z grafomana
niech nie wdycha moich tekstów białym proszkiem od dilera
niech nie rzuca się w nie niczym w czarci parów
ale nie chcę kopoety demiurżštka transformera
co mej muzce doda dalszych sto wymiarów
Ja nie z tych, co wymylajš od niektórych swej publice
Ona zawsze rację ma swš nie jest głupia
Lecz mi na co kryptocenzor co wywróci mnie na nice
Zametkuje zaczaruje poupupia.
Nie mam z tego ani chleba ni rodzynka do bakalii
Może włanie to pisane mi i kwita
Lecz nie będš pomywacze mi do garnków zaglšdali
Nawet jeli nikt mnie nigdy nie przeczytaWiewiórka na czubku drzewa
Umiecha się do ginšcego słońca
patrzy na Ogród Luksemburski
Wiatr z północy łaskocze jš w ogon
Patrzy w dal może jej żal może
Ma jeszcze inne pomysły
Zejć z drzewa i to jeszcze na dwóch łapkach
I potem ale to nie moment na żarty
Jeszcze widać Ogród Botaniczny
Chciałbym być takš trawkš mieć długš łacińskš nazwę
Tabliczkę i resztę: to, czego nie ma, a co
Czyni to, że się jest czym specjalnym
Obłoki pod nieba hełmem
Patrolujš ulotnym szwadronem
Po widnokršg błękitni huzarzy
Rozsiewajš błękitny tętent
Z traw wypełza aksamitna mgła
Jakby dzi się zrodziła, dziewicza od skojarzeń
Czy już zaraz nad miastem zechce zabłysnšć łuna
Zwykła nocna łuna nad zwykłym nocnym miastem
zapomniałem się przedstawić może to i dobrze
nazwisko niewasze kończy się na -itzky
resztę widać szlify generalskie
orzeł bez kompleksów na pikelhaubie
czy cieszę się, że na stare lata
dane mi było odwiedzić to miasto
Jeszcze tutaj nie zrobili z owsa ryżu
A za póno, by zbombardować
Bastylię
Syn się rwał na żabojadów nie puciłem
Siedzi w szkole junkrów na bacznoć wkuwa musztrę
Strzelanie i taniec taniec i strzelanie
Jak go znam gryzie białe ręce do krwi
I nie będzie się uczyć francuskiego
Tylko musztrę taniec i strzelanie
Jeszcze się komu nie spodoba
że się nazywasz na -itzky
Jak mnie zechce zobaczyć na oczy
Dam mu bukiet paryskiej konwalii
Tutaj już posprzštali barykady
Bardziej na północ czeka jeszcze parę powstań
Słońce jest już u siebie w tej krainie
Gdzie podobno wszystko jest proste
Schnie konwalia w tomiku Rousseau
To ja już pójdę
`
Rano się zbudzę stane pod tuszem
i lustra zaptam się
czy jestem jeszcze tym pieprzonym geniuszem
a lustro odpowie he! he!
Niezła piewka szkoda ze stara
siódmy z tamy Arturze Rimbaud
nie pomoże ani wiagra ani wiara
pierdut i po
Bolid nie komet kometa nie słonce
Słonce nie piorun piorun nie grom
ty kiju zloty co ma 3 końce
się mówi pardon
nie pomoze tomik na komodzie
cienki sliwski latweo wsadzic w rzyc
byles g;listš w rajskim ogrodzie
trza było żryć
kto pofdeprze się symbolami
krzyżem gowš w dół albo wzwyż
Nie chcę Boże nad połoninami
chcesz to mnie pisz
Gdzie atmosfera ogolnej troski
I walki z buszujacym zlem
Gdzie jestes panie majakowski
I cala reszto panow M.?
Czy polegl albo w ogniu splonal
Czyz nie jest slusazsny to kierunek
A moze przeszedl przez zielona
Albo na wlasny rozrachunek.
Mysl o komornym vacie chlebie
Bo symbol, jak ja zycie znam
Zadbal skubany już o siebie
A zywy czlowiek zostal sam
Pisal, stypendia inkasowal
Ze szkopa nie raczyla Wanda
A potem wzial zdezerterowal
I zostal kto? Ty: cywilbanda
Spasl się biedaczek Bogu dzieki
Nie czuje, ze czas jego minal
Wszak symbol ci nie poda reki
Gdy ciemna wleczesz się dolina
Nie wciagnie cie na swe orbity
Nie wykraska cie z obiezy
I Bog, chyba ten spluty zbity.
Kto dzis w takiego Boga wierzy?
Busola się od kaca slania
Gora gdzie dol był dol gdzie gora
Demiurgow koncza się zmagania
Co pozostalo? czarna dziura
Robisz dokładnie to, co trzeba
I coraz rzadziej myl ucieka
Z kraju, gdzie okruszynę chleba
Podnoszš ale nie człowieka
I będziesz w szkole repetował
Smoka nie chciała pieprzyć Wanda
A symbol wzial zdezerterowal
I zostal kto? Ty: cywilbanda
Zostańmy przyjaciółmi" jeszcze drzwi skrzypnęły w sieni
i tyle
jeste sam i niech inni się pytajš
jeste sam i co z ciebie jest za samiec
jeste sam i jak ty w ogóle jeste
ona była jakże wtedy było być
i nie ma
jeste sam to jest również rzecz mężczyzny
bo któż tak umie stać i nigdy nie uklęknšć
i nikt nie ujrzy że ty leżysz skulony jak pies
i niekoniecznie ona teraz pręży się jak kotka
i przyjdzie wiosna dreszcz przednówka
Można nawet wzejdzie meszek mi na dłoni
i będzie po będzie dalej będzie inna
włanie drzwi skrzypnęły w sieni stygnie krzesło jeszcze ciepłe
jeste sam
Chciałbym być
daleko kochać huryski w Ravalpindi
dobra myl
kochać huryski w Ravalpindi
Ciepła i wierna jest huryska
/jak sama Hanna Schygulla
/bo ja też jestem ze lšska
Przednia myl
kochać huryski w Rawalpindi
aRs poetica
palec, co raz spojrzał ku księżycu
mruga oszukańczo martwymi morzami
nauczysz się ludzi czadzić - będziesz twórcš
bzdura na bzdrędze pnš się coraz wyżej coraz wyżej coraz wyżej
Stwarzać Boga i ubóstwiać czarta
wieć z sobš zapasy fajnie na papierze
papier doć cierpliwie
butwieje i płonie
jeden, co jest mšdrywiersz
jest mózgiem płynšcym po cianie
(intelekt dšży, kędy chce)
idę w cholerę klnšc w żywy kamień
i nie pytajcie czemu klnę
słońce
kica po dachu ku rynnie
kitš wachlujšc niczym skunks
dzieci się gapiš mało dziecinnie
dach rodek krawęd wielkie bums
chmury
z sobš na niebie drš koty
jeszcze ich nie zalewa krew
ani do żarcia ani roboty
błękitny figlujšcy chlew
miasto
z niebem zagrywa w pingponga
i dziwnie go nie trafia szlag
glista w kanale się przecišga
uroczy betonawy wrak
wiersz jest
masz lepszy to ze mnš się zamień
dołożę pytę albo dwie
idę w cholerę klnšc w żywy kamień
nikt się nie pyta czemu klnę
tak wszystko już było
tak wszystko jeszcze będzie
tak trzeba dbać o swoje to ci powie byle ciul
tak wszystko już było
tak wszystko jeszcze będzie
tak nie ma dokšd uciec ani gdzie pozostać
tak możesz uwić sobie gawrę
wród wolnych badaczy Bożych wyroków
albo założyć Fundację Imienia Mnie
a tam i tak ciebie dopadnie
a tam i tak od ciebie nie odpadnie
to
to
to u ciebie w rodku
czego stoisz umiechnij się dziecię końca wieku
przed sklepem jubilera stojšcy Szpicbródka westchnšł o Panie,
błogosław mym zamiarom obaj wiemy, że sš paskudne, a w domu Twym nie
zamieszkam, jak Słowacki na Wawelu
Mylał Pan jest to jednak wiara, bodaj równie wielka
jak mego najukochańszego ucznia, Apostoła Tomasza
na ziemie upada szkło, na ziemię upada katechizm
bierzemy w swoje ręce... mniejsza o szczegóły
z nieba spadł Batman, spod ziemi
kawalkada radiowozów agencji ochrony
ale sklep był już zrobiony a Szpicbródka
w Wiedniu dorożkš jechał przez Sobieskiplatz bohaterzy z komiksu
ujrzeli tylko powietrze zamiast krat i drzwi do sejfu
a na chodniku leżało najnowsze wydanie katechizmu
mylał Pan: w Moim domu mieszkań jest wiele i w jednym
można założyć trochę mocniejsze drzwi i okna
ksiezyc zaszedl uspily się psy ezielni bohaterzy
obrali nowy kierunek: urzad zatrudnienia
Wzięli katechizm, ruszyli milczšcym szeregiem
pleniš się chmury po jeziorach
bo nie jeziora po chmurach
Pleniš się bo w ogóle pleniš
ię bez specjalnego bo
i nikt nie patrzy sš widoczne
szumne sš chmury na jeziorach
gdy srebro żywym bólem lni
biel srebrzy się w wiszšcej kropli
Nie wyłšczajcie budzikaCo pozostanie
za zawierzenia na złamanie karku
z nocy niedohulanych
z dni przespanych z wprowadzeniem do metodologii nauczania pod poduszkš
z sińców nigdy na plecach
prócz ladów farmy na murze
zaatramenciałych kartek
i szmat spłakanych temperš
też sińców, tylko gdzie indziej
ja-też-kiedy-marsz-do-kšta
i pan-nie-wie-kto-ja-jestem
Młodociana poetko
długie jasne oczy pod szyję
nic
w najlepszym wypadku
czy w czym jeszcze można Ci pomóc?czy to się nazywa wenecja?
ja wiem nie widać bydła z fleszami, ktore przewala się po filmach
tylko trzy szwabki w kangurkach próbujš noicować
na krzesłach kafejki San Marco popod stopami pałacu
co tak się powtazra powtarza
jak sam dom partii
fajnie jest leżeć w piworze pod spodem nie dudni metro
jak na Kurfirstendamm
tylko tu cišgnie od dołu od brzegu, gdzie dyndajš gondole
by jutro znów wozić idiotów dopóki sš na tym wiecie
nawet idiota z godłem na czapce
nie spyta w swoim narzeczu
czy masz papiren
podobno to nie powstało samo podobno byli o bardzo dzisiejsi
podobno umieli jak dzi
pozostałych przy życiu kupować omamiać i rżnšć i sam nie wiem dlaczego dlaczego
równajšc z ziemiš resztę wiata
chciałbym zostawić kawałek wenecji?
tylko to znów nie dla ciebie
o pištej cię znowu powiezie
granica konduktor granica konduktor
pienišdze wcišż drobniejsze i chamstwo wcišż grubsze
kogo obchodzi że klnšc
ten chlerny wiat
chciałby zostawić kropelkę wenecji?
relikwiarz
widziałem - w klapie Czarnej Madonny
nie ma niczyjej ikony, jest tylko
guzik
cóż to za problem chceli tylko
tego i tego i tego może jeszcze tylko całej reszty
a ten cały zaprzaniec Beck zaparł się bykiem i w bek
a guzik ani guzika
nie damy naszego guzika
a guzik!
nie byłoby Westerplatte natłukli ich ile się dało
a potem całym tuzinem myk do nieba
jeszcze im z dołu salutowali
nie byłoby nawet tej jednej szarży podków gšsienic trzępków
hełmofonu i flaków
na karabeli
i Gretschen w czarnej sukni
Nigdy nie byłem z masłem na Am Zoo
Niech sobie misie w porzšdnych kojcach wcinajš masło EWG
czekajšc, aż sami sobie pomorzemy względnie pomżemy
bo takim pomaga Hergot i Herkancler
Lecz mylšc o Czarnej Madonnie
Wspomnijcie Nasz Narodowy Guzik
Jeli nawet nie odpadł z szat Wandy
Co-Nie-Miała-Żółtego-Czepka
Ani guzika stary wic i po co
mogli mu dać tej nieszceny korytarz
mogli sobie nie szarżoważ na czołgi ten jeden jedyny raz
kiedy nie było czasu zsiadać z konia a nplowi
nie niła się szarża furiatów na koniach i karabela w karku
mogli nie maszerować do nieba całš szestastkš
wytłykłszy dziesięć razy tyle npla - gwiżdżšc na Shleswig
Holstein
Epitafium Goki
Hillar
To była goka hillar jej jedyny wiersz
pozostał kiedy byłem mały nawet jeszcze
wpisywały Go sobie do pamiętników
Oni dożyli aż drugiej połowy wieku
roboli dzieci byli tacy szczęliwi że nawet
gryli paluchy etc. - pełny egzystencjalizm
stracili kilka następnych pokoleń - zawsze co wszak to co
nosić na czele lejbelkę stracone pokolenie nic tylko dziękować
i nic, tylko tracić pokolenia
Ale zrobili wreszcie takie dzieci, które
szanujš siebie resztę wiata majšc tam, gdzie trzeba
i nie kupujš ksišżek, aby w rodku
dowiedzieć się, jak majš żyć
może te dzieci zrobiš następne, normalne
na widok których nie porobiš w gacie
widzšc w ich paluszkach to, co sami
chcieliby, oj chcieli przepucić przez rajzbret.
a może nie ja nie marynarz ja poetaEpitafium Goki Hillar
To była goka hillar jej jedyny wiersz
pozostał kiedy byłem mały nawet jeszcze
wpisywały Go sobie do pamiętników
Oni dożyli aż drugiej połowy wieku
roboli dzieci byli tacy szczęliwi że nawet
gryli paluchy etc. - pełny egzystencjalizm
stracili kilka następnych pokoleń - brawo wszak to niele
nosić na czele lejbelkę stracone pokolenie nic tylko dziękować
i nic, tylko tracić pokolenia
Ale zrobili wreszcie takie dzieci, które
szanujš siebie resztę wiata majšc tam, gdzie trzeba
i nie kupujš ksišżek, aby w rodku
dowiedzieć się, jak majš żyć
może te dzieci zrobiš następne, normalne
na widok których same nie porobiš w gacie
widzšc w ich paluszkach to, co sami
chcieliby, oj chcieli przepucić przez rajzbret.
jak już będziemy w +oo
wszystko będzie jak wszystko jest
ludzie
będš się rodzić
nie pytajšc
co ja z tego mam
będzie można wstać i będzie sens usišć
wyjedziemy przyjedziemy i powrócić będzie skšd
kto to powiedział w telewizji
my się jeszcze będziemy miali
jest mi tak le tak le
że nie może być lej
to nie jest modne
to nie jest piękne
to nie jest takie prawdziwe
to nie jest niemodne więc w modzie
to już któ kiedy napisał pamiętam ze szkoły łyskoczšc humanistycznym talentem
to jest już raczej dęte
zwisa zmięte wyżęte
już nic
nie słuchajcie
nie potrafcie
nie patrzcie
nie sšdcie bo po co
Brawo
dziękujemy autorowi
następny proszę
Więdnie spagetti i wiatr uderza
w spiżowy dzwon.
Papież nie żyje i dla papieża
otwarty tron.
Już gryzipiórki łamiš rozumy
kto kogo z kim.
mierdzš spaliny czekajš tłumy
na biały dym,.
Za plecami jest droga drodze czasem można zaufać
pucić się niš i w niš
niektórzy już to zrobili nawet
widniejš z daleka
za oknem jest rzeka w niej wiry wirujš czy
w takim wybuchu powstał Wszechwiat?
Drogš jedzie kareta konie zastygły w półkłusie
no cóż niekoniecznie musi to być xišżę z bajki
przez rzekę skacze most z pewnociš ma zbożne intencje
z tym, że z mostami to różnie bywa
Lisa stoi odwrócona
do tego wszystkiego
ręce ma niekształtne jakby od całkiem niedawna
nie musiała zmagać się z rzekš drogš końmi
I jeszcze pewnie zdaje jej się, że jak już Paryż, to tylko na niš wszyscy patrzš.
Taksty zostawione po szwajcarsku: bez nazwiska, na numer acx-3301
Oczekiwane jest porzšdne zrecenzowanie ich z udostepnienie recenzji autporom. Przepraszamy za jakoć graficznš.
acx-3301
=--=
poetka za progiem roztrzepuje włosy odkłada na wieszak
kapelusz z żałobš
włanie wróciła z pogrzebu Boga nawet
trochę jest przejęta.
nie płacze płakać to nie ona z tego powodu
nikt nawet nie próbuje zanucić
nie płacz Ewka
Poeta jedzie autem robi
to co każdy który jedzie autem
patrzy na drogę mylšc, że jedzie autem przez drogę
a droga połyskuje, jak poniektóre drogi, mylšc, co sobie o tym
myli starszy kolega ekspostbitnik wkurwia się: co za przeklęty
głowonóg ooo dobrze mi się podsumowało to trzeba wydrukować
to się zowie
to się zowie
jak to się zowie
to się zowie
o dobrze wymyliłem
to się zowie pokoleniowy klincz
pokoleniowy klincz
nie mam auta i nie czytam cudzych ksišżek
wolę baby
które też umiejš płakać
Ewka i poeta patrzš na mnie staruszka ze szczylem
I odbija im się zgodnš salwš:
prozaik!
I will tell
you, what
You know,
what?
więtego Franciszka pokłon ptakom
Bracia moi, ptacy
nieszczęliwi tacy
zakuci w łańcuchy pokarmowe
Nie zaznacie czyćca nieba piekła
o mierć walczšc w nieprzerwanym trudzie
dla pamięci na Chrystusa czyny
Brnšc ku mierci godnoć biomaszyny
Macie jeszcze, nie jak ci tzw. ludzie
rodek grudnia więta Łucja dnia przyrzuca
A zabiera trzykroć tyle długo jeszcze
Na Łysawš Górę lecš czarownice
Zaraz wracam kurz grubieje na wywieszce
I lšsk cały klnie Wojtaska buca.
A to pieron tak nas wywieć w pole
Złapać gizda wbić na rożen prać perlikiem niby psa
Niespodzianka nagłe ferie w szkole
Czarna wstšżka na kopalni kole
A pod ziemiš kamieniem robole.
Pršd odcięli coraz gorzej nie rozróżnić nocy dnia
O mój Boże o nasz Boże jakże strajk ten długo trwa.
Nie piewajcie chłopcy pieni tej
nikt nie słyszy a Bóg i tak dojrzy
Nasze życie już Fontanie
A pień żywa pozostanie
Aż wit przyjdzie jak Pištek Alojzy.
To też minie napłynš dni jasne
Sam żałuję że ich nie dożyję
Po nich lata własne ciasne,ciasne
Zęby w cianę albo stryk a szyję.
Sejm po sejmie i po bucach buce
Kto dożyje wyjdzie na warianta
Splyna psince, szumowiny
Durne ojce, chytre syny
Mšdre wnuki w dzień na więtš Łucję
W kalendarzu wydrukujš Dzień Palanta.
Dla was już się zakończył czas pieski
mierćmierć na kartki i żon łkania ciche
Zwyciężylimy. Skarbnik Zabrzeski
Zaprowadzi nas na wiecznš szychtę.
W górze wiater strach ze niegiem miecie
Hańba żywym czeć dla waszych koci
Bšdcie dumni że nie dożyjecie
Kto przeżyje ten nam pozazdroci.
Zgasł magnetowid lodówczasta noc
King-kongu, załatw ich
Janosiku to samo
Bruce we im nakop
Kaligulo zrób im... no wiesz
Szariku skichaj ich wyliż im mordy
słyszycie
1984 Sztuka siedzi na czterech literach przecież sztuka
nie ma czterech liter jakiż łšdunek perwersji
jak można siedzi3eć na czym, czego się nie ma
sztuka zagębia swe szpony w siebie samš
jakiż zwierz miqałby zagłębiać sam w siebie swe szpony
nawet wšż Kekulego, nawet skorpion
a to się dzieje naprawdę.
oto jest sztuka Siedzi na zadku i stuka
Gwoli cisłoci: sztuka nie ma zadka
Sztuka nie ma pazurów zapuszcza pazury
i o to chodzi zapuszcza pazury
w swój własny zadek pod podszewkę
materii czasu liczby pi
rozkładu jazdy pod zegarem na ratuszu
Siedzisz na mierdzšcej stacji mierdzšcej polskiej kolei
legitymujš Cię mierdzšce chamy.
I wiesz, że to da ciebie
Życzę więc Państwu smacznej wystawy.
w moim komputerze
mam jeszcze kilka takich tekstów
z czego muszę żyć
a klient musi dowiedzieć się, po diabła
to, co za drzwiami byłoby marasem
tu widzi: marasem może być cały wiat
a może nawet ten katalog
ale nie jest le
wsadzić nos pod podszewkę
liczby pi i smrodu dworcowego policjanta
wtedy jest trudniej ić się powiesić
Dlatego piszę katalogi, dlatego
mam jeszcze parę takich tekstów w komputerze
i to nie ja je tam wstukałem, tylko sztuka
bo to jest sztuka: siedzi na zadku i stuka
gwoli cisłoci: sztuka nie ma zadka
Do Wielkiego Wieszcza WW
Człowiek żyje w cieniu Prawdy i w cieniu prawdy umiera.
Wielki Wieszcz WW
Wielki Wieszczu WW ludzie tacy sš że marzš
W braku bardziej palšcych potrzeb o Kłamstwie z ludzkš twarzš
Kłamstwie, co nie będzie wielkie, kiedy oni będš mali
I nie będzie stać i patrzeć, gdy oni będš zdychali.
I możesz skrobać, co chcesz, to sio i owo
Rozwišzywać rodzaj ludzki i wybierać na nowo.
I kiedy się w wolnych chwilach wsłucham w twój głosik gołębi
Żal mi biednego Jezusa, co nie dorósł do twej głębi.
Tak, prawda nie mniej ważna jest niż picie i wyżerka
Więc kiedy się już dobudzisz, wysil się i spójrz do lusterka
I gdy na karku głowę masz to u siebie sobie zważ
Wiara może mieć ludzkš twarz lecz to nie jest twoja twarz.
A prawdę każdy ma swojš jak wiedzš wszyscy psychiatrzy
Ja nie mówię, że nie jest Bóg, co nie stoi i nie patrzy
Opluwany z gejami wyskrobany w kołysce
Gwałcony z kurwami pałowany w nysce
I taki Bóg jest Prawdš lecz prawdziwszych ma kapłanów
Od ciebie i ode mnie więc się lepiej zastanów.
I, jeżeli nie pragniesz następnej porcji moich porad
Usišd łaskawie na tyłku i skrob w kšcie swój doktorat.
dzi jest rok czart wie czyj 2008
Rano wstajesz a na dachu ćwierka gołšb w jasnš głšb
pytasz o zdanie spikera a on ci na to mówi tak
tak postmodernizm umarł czy pan nie słucha telewizji
notka może tak skończył się była nafta
nie było nafty i zaczęła się nafta
czy każdy jeszcze pamiętał
czyja nafta a czyja krew
może tak Niech zstšpi Twój Duch i odnowi oblicze Ziemi
Duch nie winia, i nie dał się prosić
i nie wszyscy swoi Go przyjęli, raczej zgodnie z tradycjš
zaraz notka trzeba zaraz notkę
bo był i nie ma
Cóż pozostanie ani klepsydry ani fetoru ani trupa
Czy nie chrzaniłe w wolnych chwilach
że będzie to pierwsza w dziejach wiata epoka
umiejšca odejć z godnociš
chciałem tak umieć umrzeć jeszcze byłem a już mnie nie będzie
ani zapachu ani nutki w tle chciałby tak umrzeć? każdy by
chciał, ja przynajmniej chciałem
stanęlimy na tym, że oto postmodernizmu nie ma więc co jest
jest nic kolaps antrakt rok zerowy czekanie na ostrzu maczety
już po, a jeszcze przed
co teraz będzie?
a po co ci to wiedzieć? czas
czas, którego kolej
ani łatwy, ani nudny ani pobłażliwy tam żyjšcy nie będš mieć
łatwo to będzie wyzwanie które podejmie ciebie, jeli nie
podejmiesz go ty
szmal to nie będzie wsio, przeciwnie, alici żadnych złudzeń
wymagać będzie ten, kto zapłaci, chociażby nie całujšc betonu
tak, jak całuje się człowieka wiedzšc, że cię niestety kocha,
więc połknie wszystko, co mu wtrynisz
pytania o symbole
symbol zwalnia od mylenia, symbol daje popalić
i jeszcze więcej słów a każde to symbol
nie będzie tak, że niczego nie będzie, nie będzie
tak, że co będzie na piękne oczy nie będzie
nie, będzie
będzie
ale nic za nic
wspomnę też to, co powtarzałem
jeli przez co nie można się przebić,
to należy to przeczekać
i się
stało
powiedz to teraz póki jeszcze na to czas zaraz będzie po
tak włanie sobie mówiłem kiedy nie było jeszcze po
patrzę na chmurzaste niebo a na jego tle
widzę, jak nie bębniš wieczki o płytę nagrobnš
za nimi miertelniki a za nimi leci
na lastrik tomik: Ja nie odszczekał
Dobrze wiedział
gdzie góra dół oraz pięć wymiarów
przestrzeń czas i pienišdz
ale jeszcze co wiedział: że najpewniej niedługo
i on pójdzie tam, gdzie nie ma człowieka
więc przypomniał sobie o słowie
miłosierdzie
szczegóły w trakcie
to była taka i odnowa ci duzi doroli
nawet nie strzelalio do ludzi może zapomnieli
ale fakt, że sobie przypomnieli po raptem dwóch latach
zawsze dorosły refleks
to był taki i holokaust ci duzi dosoli
zapomnieli o piecach i wagonach bydlęcych się został
jeno rabusie zb
Umschlasgplatz
to byli tacy i doroli ci mali doroli
lani piewali Mdz i czudze wyzwioska
na wlasntr temat stały się ich własnym hmnem
otworz gazetę a zobaczysz pokolenie
co dalej szuka siebie cišgle jest w nim co
niepojetego jest w nim co
niezebranego i szczęliwy ten
kto o tym się na własnej skórze nie przekonał
czy to już koniec czy dzioeciomn, które wychodzš ze szkoł
doroli nie zafundujš szyldziku na czole
'kolejne stracone pokolenie' z zazdroci
z prociutkiej zazdroci zoastawcie nasze zabawki
ale może nie może znajdš się
wyższe racje czesne z ršczki do ršczki
czy krzyczšcym my chcemy żyć nogdy już nie odpowie
być może, tak, ale jednak mak
kolejny pan pod krawatem
ja cieszę się że oni sobie żyjš
mali doroęli duzi doroli zapatrzeni w swoich wspomnień czar
kiedy was widzę na mownicach mylę sobie
gdyby tak jeszcze mali doroli duzi doroli już by doroli
podobno się modlił, podobno
też nazywał się Abelrd
proszę zwrócić uwAgę, że akcent
ma walor dystynktywny
czyli była modlitwa
rzekłby modlitwa do siebie samej
gdyby było komu rzec
jak mogło to wyglšdać
prawdopodobnie on tam był
po prostu był tam gdzie był był tam
rzekłby mocno powiedziane
w dzisiejszych czasach, gdy większoć
jedynš rzecz, wykonywanš z nabożeństwem
(czyli devotio) włanie w miejscu
zwanym potocznie przybytkiem
no, czas jest rzeczš względnš
a wszystko posiadać winno swój czas i swoje miejsce
może jeszcze nie przyszedł ten czas
zresztš, jeżeli nawet
czy by to znaczyło, że włanie ja
zetknę się z włanie mojš chwilš
utkanš dla mnie włanie przed wiekami
transcendentalna naiwnoci
oby nie pozostało samo podobno
cieżka zdrowia, solidarnie odsyłajšca za róg
o tak tak, tam gdzie to jest tam gdzie to jest
rzekłby kolejny falansterysta
przyjdzie wojujšcy neutralista twarz otworzy
kto to wywmylił modlić się do swojej własnej uwagi
a modlitwš jest każda modlitwa roztargniona znudzona chciwa
pozostanie mu tylko mšdrze pokiwać głowš
i gdzie to i dokšd i czy i gdzież jest Się Sam
czy może po prostu jeszcze jeden miałek zawisły
gorzej, nili Mistrz Twardowski wraz z xiężycem
nogi nie czujš gruntu a głowa nie czuje pętli
a jeszcze przyjdzie prometejszczyk i zapyta
kto się kim bawi w te klocki
ale nie dajcie sobie wcisnšć
co się namodlisz, tyle twojego - co najmniej
rzekłby nawet w dzisiejszych czasach
rzekłby szkoda słów
Muzo, gniew Achillesa w klęski opiewaj brzemienny
Zmierzaj wštkiem do sedna, a nie zapomnij o rodku.
Plotš nuty aojda; jedna rzecz pewna została:
Oto zginie Achilles strzałš trafiony Pryjama
Któż powiedział o losie: szybszy, niż strzała Apolla?
Jakież bogów wyroki? losy gdzież drzemiš ukryte;
Sš-li-ż skryte w eterze, strzegš-ż ich harpie zazdrosne?
Zeus Parki obwinia rzadko mu dłużne będšce
Wszy iskajšc filozof palec podnosi: bogowie.
Które bogi? A który palec filozof podniesie?
Czymże płaczu jest padół; jeli portowš tawernš
Któż nalewa do kufli; jeli portowym burdelem
Burdelmamę jak zowiš; jeli portowš megierš
Jakież w głowie jej wichry? O te nie pytaj uczonych.
Pythi spytaj kapłanek lub lepiej służek kapłanek
Czymże los jest? Dlaczego tonš w tej sieci pajęczej
Zanim pajšk dopadłszy czarne zatopi odnóża
Jedni, drudzy na przestrzał sploty dziurawiš szerszeniem?
Spytaj służek kapłanek albo ich służek zapytaj
Gdy się wkupisz w ich łaski, może dosłyszysz się prawdy.
Mówi dziwne przysłowie krótko: kto Pytia, nie błšdzi.
Kim był ten, co się ukrył we fraucymerze królewskim?
Czemuż wybór mu dano: życie niewiastš, nie mężem
Albo Ereb przepastny kędy Kerberos pchły puszcza?
Czemu los ten odrzucił życia nieżšdny eunucha?
Cóż mu było zostało ani ognisko domowe
miecz powieszony na cianie stara klucznica przy odrzwiach
lub cóż innego z wszystkiego tego, co ludziom jest dane
jeli nie jest zabrane aby się pytał dlaczego.
Czyliż los jest niewiastš wzrokiem gonišcš żurawie
Albo mężem gonišcym żšdzš co stracił na zawsze
Albo białym oseskiem co jest choć nie wie o bycie
Może hydrš siedmiołbš, albo niedojnš sfinksicš?
Niech odpowie Ajsklepios patron nieludzkich doktorów
Czemu znowu o losie; Muzo uciekasz od wštku.
W starym chramie w opoce trójnóg gdzie lady odcisnšł
Słowo Achill odkryto męskš skrelonš prawicš
(Choć do szkoły nie chodził, nie był z pewnociš mańkutem)
Co tu robił Achilles jakież zagnały go losy
Tutaj, kędy los ludzki zieje rozwartš mgławicš
Niczym gęba rozwarta ćwoka, co wierzy w demony
Jak kto pszczołom się kłania, trutnie wielbišcy nabożnie
Kiedy inny w barć wkłada ramię i sięga do głębi?
Więcej pytań powraca jeli ocalał Achilles
Kto pozostał na żertwę sępom na ziemi trojańskiej
Kto nie zaznał nic prawie z tego, co ludziom jest darem?
Który czytasz te słowa porzuć wszelakš nadzieję
Ty nim jeste i nie myl że nie potrafi kapłanka
Ani służka kapłanki ni służka służki kapłanki
Ani wszelki byt ludzki schodzić z padołu nieskory
Zmienić człeków miejscami; czymże sš lata i wiorsty
Czymże mile eony. Przeto bšd mężny, herosie
Z losu mgnienia zrzšdzenia, nawet gdy sam w to nie wierzysz
I padajšc na strzale, niczym komandos na minie
Westchnij za słusznš sprawę: niech żyje emancypacja.
to falls short niedoniós nie wypalił
Ach kiedy dojdzie wreszcie do mnie
zera dziesiętny separator
Nie będę mšdrzył się przytomnie
nieboszczyk czy reinkarnator
Nie chlipcie, że braciszek łata
dał wreszcie nogę tego wiata.
Dokšd? to sami zobaczycie
Ja wierzę, że nie w samo życie.
Kwiat też chce przeżyć żadnych wieńców
od kumpli ni od pierdoleńców
Niech wam też ziemia będzie lekka
i spierdalajcie, życie czeka.
Zostanie po mnie bajzel z ciałem
Ni w trumnę przodem, ni też tyłem.
Powietrze, które wypierałem
palanty, których pierdoliłem.
Horyzont skończył się pomału
Co nie postali, nie poczuli
Że bliska jest koszula ciału
Lecz bliższe ciało jest koszuli.
Nie rób z żałoci kociokwiku
więtoszku oraz żałobniku.
Zwróć się do własnej dupy tyłem
I nie pamiętaj już, że byłem.
Nim przy niadaniu ginekolog
opryska kawš mój nekrolog
Nim premier co nie w ciemię buty
zakaże odwalania kity
Spojrzę na wiat, pomylę błogo
Kto z nas mas bardziej dosyć kogo
Nakryję się racami dwiema
Cieszšc się, że mnie wreszcie nie ma.
Nie ma cię, nie będzie, i nie ujrzę cię nigdy na oczy
Pisała te teksty i umiała je tkać tam, gdzie szmal A
przecież mi żal, że ci pršd wykidajło wyłšczył A przecież mi
żal, tak cholernie mi ciebie jest żal Nie zaniósł
mnie diabeł na kocie twe cieżki Wiadomo elyta ma popić i
pojeć i spać A przecież mi żal, że już nigdy nie ujrzę
Agnieszki Tak innej niż wielu, co z gitarš chodzili jš grać
Nie była Homerem Hemarem Weberem ni Włastem
Umiała napisać i opchnšć tekst, gdzie się da A jednak mi
żal, że nam ŻYCIE ZABRAO niewiastę W takt której prywatki do
taktu kršżyły raz dwa
Czy były i wzloty od jednej do drugiej odnowy
kto inny obrywał za sprawę pałami [przez łeb Została twa
twarz nieforemna jak ten wilk stepowy Patrzšca dokoła, a pod
stopy podkłada się step. Już twoja klepsydra czernieje
jak plakat od pepsi wiat kręci się bez ciebie, niewart i
twojej łzy Nie ma cię i nie będzie będš gorsi i lepsi Ale
nigdy nie będzie nikogo takiego jaki ty.
Akrosonet autofuneralny
Ja nie mówię że byłem albo mnie nie było
Albo o bycie moim, że ciut nieodbyty.
Niech i byt w bytonierce; jak fanzolš mity
Raz był kolega Marsjasz; też nie skończył miło.
Ichneumon wcina kobrę; wyobracie sobie
Elfy marzš o jutrzni, kiedy łuna wita
Sam nie wiem, czy jest szansa, że który zapyta
Ejże, panie poeto, cóż ja też tu robię?
N
K
A
M
P
F
akrosonet
Jakiż ma sens poezja kto dzi to pamięta
A jakiż sens miałaby gdyby nikt nie wiedział
Nie ma zanim ci powie pomyliłe przedział
Rozwcieczony konduktor jeżdżšcy od więta.
I sam się siebie pytasz, co ja tutaj robię
E
S
Ewentualnie pójdzie pojodłować sobie
N
K
A
M
P
Fałsz i bujda, chyba, że kto wierzy w akrostychy
ale dobrze że jeste
powiedział
Aż wstyd w tym momencie pomylał o sobie
tak sobie pomylał
od zrodzenia odzianym w szorstkie płótno
z mlekiem matki karmionym tłuczonym szkłem
prawdopodobnie włanie zbliżało się wiele słów
rownie wdziecznych
kandydatek do tej jednej frazy
Wiec aż wstyd powiedzieć w tym momencie pomylał o sobie
Nie, wiedziała, że jemu
zaraz przejdzie pomimo tego że
włanie czasami, no czasami włanie takie
był to swój chłop
w każdym razie swój
I miała rację zaraz wrócił
do no przecież było do czego
przedtem tylko jeszcze
Ale dobrze że jeste powiedział
Dobrze że jestePłynie archaniuól wokół ogrudu
Cacy, porzšdek, ład
Wtem w tršbkę zwija się nos od smrodu
Ogropdem pełznie had.
Stanšł mu puch na rdku głowy
Na widok hydry tej
Rzuca się anioł w lot nurkowy
Będzie jednego mniej.
Wykrzsyka pełem animuszu:
Martwa, paskudo! - lecz
Tego bie było w screnariuszu
Paskuda też ma miecz
Pod łóżkiem skórę twš rozciele
Już nie pomoże nic
Ogromnie przykro mi aniele
Paskuda też chce żyć
Jednym rozpłatam ciosem gada
Każdy hagiograf wie
Wrzeszczy, a szczęka mu opada
Paskudzie jako nie
Cofnšć nei można oła historii
Jest powiedziane tak
Dla większej majestatu glkorii
Ciebie ma trafić szlag
Dziewnie mi miła moja skóra
Jak nie wiadomo co
Smoczek anioiłka casp za pióra
I pierdut no i po
Popatrz, bracie diable, to więty Antoni
Ten, co goni w wolnych chwilach kury po jabłoni
Dajmy prztyka w nos mu i poskrobmy w pięty
Zaraz się zobaczy, czy on taki więty
Słuchaj, bracie diable, już od rana minšł czas
Boisz się jak diabli każdy ma swój pierwszy raz
Zajrzyj mu do duszy, nie bšdże maruda
Zaraz zobaczymy, czy on taki Budda
Zabierzemy się do gocia jasne że się uda
Mój bracie diable, lecz ja wejrzałem w duszę jego i
zdjęła mnie proza
Ja wiem, że tam zawsze się znajdzie zadzior ciało złoto duch
by zaczšł to, po co Bóg żywi wszy pod swš podszewkš
Lecz dzi wejrzałem w jego duszę i zdjęła mnie proza
Tam nie ma nic.
Więc nie ma nic po prostu nie ma nic
nic się nie staje i nic już nie będzie
Więc to tak więc o czym można mówić
i o czym my mówimy i co my robimy
Więc to po prostu tak zresztš zobacz sam
A bierz to diabli młodszy bracie diable
Nie mam co patrzeć nawet, gdyby duch miał oczy
To nie jest tak, to jest jeszcze gorzej
To nieprawda, że nie ma nic, odwrotnie
Jest nic
Oto jest Nic, nieporuszenie mknšce
gdzie przepacie i zapadliska swe
dršżšce się niczym przepastny błysk
Niestworzone. Nie do pomylenia
nawet nie możesz powiedzieć, że jest
choć podobno tak jest
Więc już przegralimy
A ja biedny wesoły diabeł w kusym habicie przepasanym
kusym sznurem
I do diabła starego dopiero teraz nic tu po mnie
więty Antoni składa ręce po prostu składa ręce
więty Antoni skłania wzrok po prostu skłania wzrok
Ptak przelatuje nad jego głowš i leci dalej
przed siebie nie oglšdajšc się za siebie
Arlekiny w oceanie
majš zębów pełen ryj.
Tylko colgate Tylko colgate
Widzisz Omo to się kryj
Każde ciało się oddało chociaż raz
A jak ciało, to mydełko Kfa
Pamiętaj, pamiętaj, tu się nie pętaj
Bo cię gliny zwinš i będziesz dolinš
A kto tak pięknie gra
To Robin Hood (czyli ja)
Kochany nie rób takiej miny
Nie ja jestem winny, tylko arlekiny
W oparciu o tekst autentyczny
Ogień się ogni koniec krótki pewny
Koniec przyjć musi duszo moja to na nic
Po cóż mi żyć? Imię me przeklęte
więcej niż smród krokodyli
niż imię miasta niepewnego
imię kobiety
niż padliny zapach w letnie dni
A z też powstałem gorzkich ust rannych
Do kogo mi słowo rzec?
Dobroć zanikła u kradnš wszyscy
Do kogo odezwać się mam?
Kto umiechnięty jest zły
Do kogo odezwać?
Serca sš chciwe, każdy twarz opuszcza
do kogo
grzech co we wiat godzi nie ma końca
mierć oto stoi przede mnš
jak zapach myrry
jak won lotosów
jak żagiel wietrzny na brzegu upicia
cieżka wydeptana
żołnierz, co powraca
Pójdę z tobš, miejmy
jedno miejsce razem
Ukrop z nieba - słoń by chyba padł
Jakby deszczu nie było od 100 lat.
Kciuk do góry miej serce panie szoferze
wszak nikt nie jest bez serca kto w końcu zabierze
Przelatujš gabloty widzisz tylko wist
Parzy słońce żeby tak tu skisł
Gaz w dechę oczy w niebo i widzš w tym niebie
Boga, który dba o tych, co dbajš o siebie.
Weże, pańska twoja mać
Weże, długo mam tak stać
Aby zabrał i ciebie niebieski Kierowca
Tego dnia, gdy wyruszysz w swój ostatni autostop.
Pruje Opel, a za nim mercedes
Brać faceta? Każdy ma swš biedę.
Więc się dumnie prostuje, w górę wznosi ton
Drżšcy przetwór przecina krótkie, męskie non.
Szefie, weże - oczy pokrył pył
We mnie, szefie - nogi wrosły w tył
Aby zabrał i ciebie niebieski Kierowca
Tego dnia, gdy wyruszysz w swój ostatni autostop.
Stańże, weże - życie też poczeka
Miejże litoć choć raz dla człowieka
Razem nas nie obrobiš, czas szybciej upłynie
A ja tobie opowiem o mojej dziewczynie.
Słońce już się wolno kładzie spać
Zimny beton na nim nocna szać
Więc trzeba się stšd wyrwać i trzeba się nie dać
I bieda ci, jeżeli nie masz co z siebie sprzedać.
Co sprzedałem? gitarę - stuk kół, 4 ciany
Przebacz - sprzedać twe pudło za mierdzšcy przedział
Wszedł konduktor, obejrzał - nieostemplowany
Przerwał, spojrzał mi w oczy, nic już nie powiedział.
Drży podłoga w katedrze
I policja buszuje jak wilczur wród owiec
Generałów chór się drze
Nagle cisza zapada i pęka grobowiec
Wydęta warga
Kawior był dzi niewieży le wódki mrożone
Oto ksišdz Skarga
Blady niczym trup powstał i wszedł na ambonę
Limuzyny w szeregu
Fotel twardy i szampan za słabo mrożony
Skarga bielszy od niegu
W płuca nabrał powietrza i woła z ambony
Boże co Polskę
zbawiał od Szwedów, Turków, Ruskich i Szkopów
Ocal Ojczyznę
z ršk szanownych palantów i wielebnych jołopów
Larum w obozie
Raczej nie spod Chocimia i nie spod Zbaraża
Żebrak na mrozie
Pacierz klepie a Piotr Skarga powtarza
Ref
Zaklšł kto w przedzie
Jakie w tej demokracji robi się trumny
Karetka jedzie
A tymczasem król Zygmunt już piewa z kolumny
Refbez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem
biedny kamień rusza ku niemu las ršk a kazda wie jedno jeszcze
jeden ruch
i pod palcami twarda szorstpoć i cel pal
tutaj miejsce na charakterystykę
kolejnych żarliwych miotaczy i parę chrzšknięć
i wreszcie charakteryetykę tyle ile trzeba żeby
było wiadomo klto pewnie i tak wiadomo
nie obniżajmy więc poziomu utworu
w sumie każy jest biały ponad nieg takajest ludzka natura
i każdy w głębi czuje się bez zmazy nocnerj poczęty
i każdy by już rzucił i byłoby po
aqle pan był pierwszy
ale pan był pierwszy
kamień też chciażby sobie polatać i jako jeszcze czeka
wolne żarty
tak, żarty
przecież oniu wiedzš
ten skubaniec odrzucony lubi stać się węgielnym
Zwierciadło odbija wszystko, co nie jest nim, nawrt samo siebie
Lecz jego blask piękbniejszy, niż to, co odbija
Ma w sobie barwy weszystkie nire jest barwš żadnš
w jego głebi mieszczxš się głębie - a głębokie milimetr
Chyba za dużo szklę rajneeshu zweanym Radżnisiem
ni słowa co do tego
byłe wielkim człowiekiem
NAuki szrsze niż głebsze co tydzień wieża dostawa
otaczali cię różni kwadratowi i podłużni
niektórzy ciebie warci, ty
byłe wielkim człowiekiem
byłe wielkim człowiekiem
i tyle
Zasiadł Bóg, że rzecz wyłożę
W majestacie swojej chwały
Diabeł rzekł mu Panie Boże
Jakiż niebyt doskonały
Po co stwarzać niebo, morze
ziemię, chmury oraz lšd
Diabeł w kułak się wyszczerzył
Bóg i tak mu nie uwierzył
Jak wiadomo stworzył homo
ksywka sapiens to był błšd
Siadł na tyłku Piast Kołodziej
Z cienia wyszedł druid dobrodziej
Rzekł: jak rzekł poeta Hołuj
Sied na tyłku i nie kołuj
Koło dziwna to figura
Czyż to nie klasyczny sšd
Powstał Piast i się położył
Powstał, wyszedł, twarz otworzył
I hip hurra obrósł w pióra
Niczym kura to był błšd
Byl raz Zygmus ksywka stary
Berlo mial jak 2
fujary
Mial korone i plaszcz z futra
Chcial z Krzyzaka zrobic lutra
Milosoerdzie przebaczenie
Kochaj wroga jak ci zmiekl
będzie przyszle pokolenie
ghryzlo palce na sam dzwiek
Jadrus Kmici z dobranocki
wroga rznal az sam się dziwil
Byl Pulaski i Potocki
Byl Czarnecki i Radzwil
Czarne marki zlote rubkle
jedne w szereg drugie w rzad
Skad ich ttyle w jednym kuble
Zgadnij sam ja nie wiem skad
Poród wichru gradu szaci
Pełli raZ konfederaci
Jaka to diabelska sprawa
Po co innowiercom prawa
Zaraz głowę król nam gach da
Szable w dłoń z garłaczy doń
i już szlachta i już szlachta
jak mšż jeden wali w koń
Tracił człowiek uciskany
Życie, wolnoć, oraz mienie
Prał poeta łbem o ciany
Wyklinajšc przeznaczenie
Kto był górš? zawsze Oni
Skšd ta pewnoć? Nie wiem skšd
Ale niechaj Bóg mnie broni
bym miał rzec, czy to był błšd
Od Staništek po Poronin
Gdzie swe ródła Bzura bierze
Nie zaginie pamięć o Nim
Bezimiennym bohaterze
co kikowal kalkulowal
cierpiac fiskus karcer chłostę
krew+blizna jest ojczyzna
cóż jest jeszcze bardziej proste
Kiedy urzšd znać o sobie
Da niewinnym Ci szelestem
Nie myl: co ja tutaj robię
Pomyl lepiej: ja Nim jestem
Miast podziwiać uniżenie
Sejm, premiera oraz rzšd
Chciej do Stwórcy wznieć westchnienie
Za nasz wielki, wspólny Błšd
Winrych brnie przez błota
i streszcza kawał historii
w tylke treciwym co krótkim wszystko przełajdaczone
Tuwim dostaje order od Bieruta Hemar wrzeszczy
Citoyens uciekać bo mierdzi w tej sali
Król uchwala równe prawa dla wierzšcych inaczej
w barze konfederaci już walš w koń
Pamietam i Jankesa co pytany o Jalte
zapytal ze srodka auli a bo Ryga tpo nie Jalta
wartro się zastanowic na czym polega milosc
ponad slowami ktore stawia i papuga
kochac matke z calym zlodziejstwem inwentarza
co trzyma się nirezle albo i puszcza jeszcze lepiej
albo i nie warto
po co myslenie tysiaclecie
jest takie krotkieNa płycie czajnik piewać zaczyna
będzie herbata.
Szara godzina, szara godzina
jak szara łata.
Oto już moja liczna dziewczyna
licznie herbatę nalewa.
Szara godzina, szara godzina
a czajnik piewa
Broniewski
Po co to czytał po co to pisał on W łeb się skrobię
Wiersz - a tak krótki Wiersz - a tak ciepły prosto od rodka
Nie wiesz gdzie ciepło nie wiesz gdzie wilgoć a już jest w tobie
jak ta herbata której nie zaznasz gorzka czy słodka
ale nie twoja. A wiersz linijkš dwiema czterema
wsiškł w twoje serce i wzišł się skończył i już go nie ma
buch w płacz
do głębi na wylot na przestrzał
Nura w płacz
do ostatku do szału do cna
tam jest dno
popod dnem swiatlo i fala
podnosi się w dol
i da się zyc lecz dzisiaj
jest wlasnie dno
Sam bym chciał widzieć
ale wiadomo i po prostu
byłoby to co
lub ktos potem za go nie było pozostał
dlsze szczegoly namiary
sš znane i tobie
jesli przypadkiem nie wkrotce bedš
bedsa i tobie dnia
ktory nie zna dnia ani gpodziny
to owszem wszysdtko marnoć
i wiat podzedł swojš drogš
aliosci pozostanie
na dnie zrenicy ten moment oraz
oraz nic
albo to, co powiedział
mędrzec o imieniu głęboko z antypodów
który miał dokazać sztuki tej, by był cicho a rzekł dwa słowa
joga płaczu
Byłe zawsze dla mnie tęczš
drgajšcš bez drgnienia wród kominów huty
Była zawsze dla mnie
wilgš w żlebie Kirkora
y dla odmiany węgporxzem
co pełznie, co morze za wodš
Z nuidówe siloiłem, się być orłem na szczycie hałdy
wykrakujšc się z fluorem
Wychopdxiło albo nieByłe zawsze dla mnie tęczš
drgajšcš bez drgnienia wród kominów huty
Była zawsze dla mnie
wilgš w żlebie Kirkora
y dla odmiany węgporxzem
co pełznie, co morze za wodš
Z nuidówe siloiłem, się być orłem na szczycie hałdy
wykrakujšc się z fluorem
Wychopdxiło albo nienie miał dokšd ić ruszył miastem chroboczšcym złotš rdzš
oczywicie kominy i dym
co zostało z poprzedniej epoki
ale tak i było
dyszało jak dysza od dmuchawy lub pijany miech
to nie był szczek nóg ani głów ani ogonów ludzi mrówek czy
niczego
co jest na obraz choćby szczurów termitów
czegokolwiek co jest na obraz Boga choćby i w bocznym lusterku
szedł miastem które zawsze pierdolił
szedł miastem w którym nigdy
nie czuł się po prostu nie czuł się
miastem któremu żałował tak żałował
tylko jednego że kiedykolwiek
było
czuł że i w nim zaczynała obrastać chroboczšca istnoć
przecież to nie ja przecież to jest obce
i w nim wszak nie raz budziła się chętka
by dorwać bestię kłapišcš
dachem o dach torem o tor brzegiem o brzeg
nie miał dokšd ić tylko temu szedł miastem które znienawidził
szedł i słyszał chrobot już nie wiedzšc
kto kim chrobocze szedł miastem które znienawidził przeszedł
jeszcze jednš przecznicš idšc poprzez nienawidzone
zaczšł się miać
pan cognitio myli nad swoim ergo
wbrew pozorom sprawa cały czas jest aktualna pan cognitio
bawi się klawiatura niczym
kostkami od bingo
obraca swoje ergo na wszystkie strony niczym
przeronięty geniusz palcami swymi klocek rubika
pan cognitio (dla potomnych pokoleń niewykluczone, że mister c.
nie kryje swojego ergoizmu
nawet czasami mylał
(kiedy jeszcze to robił
że słowem, które rozpoczęło Wszechwiat
było ergo
poprzedzone odpowiednim dla wagi sprawy odchrzšknięciem
pan cognitio lubi w tak zwanych wolnych chwilach
chociaż ten zwrot w międzyczasie stracił był sens)
on dalej lubi wyrażać sobie
jak odchrzškuje, nabrawszy w płuca ducha, i
jego odchrzšknięte gromkie ergo stwarza już mniejsza o szczegóły
powiedzmy stwarza już
cokolwiek by robił i kimkolwiek by był
(nie ukrywajmy; niespecjalnie jest tu o czym mówić
pan cognitio wcišż nie wzgardza pomyleć o swym ergo
niczym o niczym
umrę cały mniej jeden ptaszek na spisie ludnoci
umrę cały panowie szkoda jest waszych metafor
Czegoż jeszcze mi trzeba? klaskań wypocin litoci
co się maja do rzeczy jak do stokrotki kalafior
czy mnie wiersze przeżyjš? Ucha nastawcie piraci
papier mniej zaczerniony równo, niż tamten na rolce
Ciau krasiccy wietliccy ważyki i bohomolce
Jeli nawet przeczyta grosza ci goć nie zapłaci
każdy kiedy ma ciało by mu wymylać od cierwa
Choć cierpliwie mišchało trawę etanol kondony
fizol chodził na wuef psychol zań truł za miliony
pamięć - więta, wietlana- dla mnie wštpliwa rezerwa
I niech nic nie zostanie; szelest papieru, brzęk monet
ale kończyć wypada; to miał poodobno być sonet
Jest czwarta w południe już dzieci po szkole
Skulony pod mostem ten licik gryzmolę
Kiedy zajdzie wieczór, poranek zawita
Piszę list do tego, co go nie przeczyta
Pamiętam Twš postać krzyczšcš z ambony
Pamiętam pastorał pod ołtarz wstawiony
I nawę kocioła z węszšcym ubolem
I słowa: i z naszym biskupem Karolem.
Pamiętam ludziska się ryli jak owce
Na ręce patrzyli z pałami zomowce
Balonik uleciał, że już go nie złapiesz
I on, niedosiężny, bielutki: Naszpapież.
Jest siódma czy rano darujmy to sobie
Skulony pod mostem list skrobię i skrobię
Dokończę linijkę i będzie gotowy
Choć wiem, że kocielny lub będę miał z głowy.
Pamiętam biskupa, co bronił nędzarzy
Dzi sam na pustyni, też mu tam do twarzy
I to, co spotkało biskupa Stechera
Gdzież się poniewiera, kto daje odbiera?
I hura i amen totalny Holłudek
Kto co chce, to czapa bez żadnych ogródek
Już zorza na niebie chłop wstaje, by kosić
Wyjd popatrz na ludzi jak maja cię dosyć.
Umiechy oklaski aż tańczy ci dusza
Jest i miłosierdzie - dla Galileusza
Bo księży z żonami wpierw proszę na cmentarz
Straciłem nadzieję, że się opamiętasz.
Ty kryształ a wokół bandziory oszczerce
ciskajš koziory by przebić twe serce
Dokręcisz obiektyw i obraz się zmienia
To serce jest wielkie, niestety z kamienia.
Tron czeka na ciebie złocisty już w niebie
Na twoje kazania błyszczšce lecz mierne
Na rękę z żelaza i na sempiternę
Id, a nam daj przeżyć wołamy do ciebie.
List wrzucam do skrzynki kto z twojej czeladzi
List wyjmie ze skrzynki do kosza go wsadzi
Zadzwoniš za cianš obiadek już gotów
List w koszu ty w niebie i żadnych kłopotów.
przed sklepem jubilera stojšcy Szpicbródka westchnšł o Panie,
błogosław mym zamiarom obaj wiemy, że sš paskudne, a w domu Twym nie
zamieszkam, jak Słowacki na Wawelu
Mylał Pan jest to jednak wiara, bodaj równie wielka
jak mego najukochańszego ucznia, Apostoła Tomasza
na ziemie upada szkło, na ziemię upada katechizm
bierzemy w swoje ręce... mniejsza o szczegóły
z nieba spadł Batman, spod ziemi
kawalkada radiowozów agencji ochrony
ale sklep był już zrobiony a Szpicbródka
w Wiedniu dorożkš jechał przez Sobieskiplatz bohaterzy z komiksu
ujrzeli tylko powietrze zamiast krat i drzwi do sejfu
a na chodniku wród zwałów szkła leżał bestseller najnowsze wydanie katechizmu
mylał Pan: w Moim domu mieszkań wiele cóz mi szkodzi
w jednym założyć trochę lepsze drzwi i okna
ksiezyc zaszedl uspily się psy dzielni bohaterzy
obrali nowy kierunek: urzad zatrudnienia
Wzięli katechizm, ruszyli milczšcym szeregiem
Muzo, gniew Achillesa w klęski opiewaj brzemienny
Zmierzaj wštkiem do sedna, a nie zapomnij o rodku.
Plotš nuty aojda; jedna rzecz pewna została:
Oto zginie Achilles strzałš trafiony Pryjama
Któż powiedział o losie: szybszy, niż strzała Apolla?
Jakież bogów wyroki? losy gdzież drzemiš ukryte;
Sš-li-ż skryte w eterze, strzegš-ż ich harpie zazdrosne?
Zeus Parki obwinia rzadko mu dłużne będšce
Wszy iskajšc filozof palec podnosi: bogowie.
Które bogi? A który palec filozof podniesie?
Czymże płaczu jest padół; jeli portowš tawernš
Któż nalewa do kufli; jeli portowym burdelem
Burdelmamę jak zowiš; jeli portowš megierš
Jakież w głowie jej wichry? O te nie pytaj uczonych.
Pythi spytaj kapłanek lub lepiej służek kapłanek
Czymże los jest? Dlaczego tonš w tej sieci pajęczej
Zanim pajšk dopadłszy czarne zatopi odnóża
Jedni, drudzy na przestrzał sploty dziurawiš szerszeniem?
Spytaj służek kapłanek albo ich służek zapytaj
Gdy się wkupisz w ich łaski, może dosłyszysz się prawdy.
Mówi dziwne przysłowie krótko: kto Pytia, nie błšdzi.
Kim był ten, co się ukrył we fraucymerze królewskim?
Czemuż wybór mu dano: życie niewiastš, nie mężem
Albo Ereb przepastny kędy Kerberos pchły puszcza?
Czemu los ten odrzucił życia nieżšdny eunucha?
Cóż mu było zostało ani ognisko domowe
miecz powieszony na cianie stara klucznica przy odrzwiach
lub cóż innego z wszystkiego tego, co ludziom jest dane
jeli nie jest zabrane aby się pytał dlaczego.
Czyliż los jest niewiastš wzrokiem gonišcš żurawie
Albo mężem gonišcym żšdzš co stracił na zawsze
Albo białym oseskiem co jest choć nie wie o bycie
Może hydrš siedmiołbš, albo niedojnš sfinksicš?
Niech odpowie Ajsklepios patron nieludzkich doktorów
Czemu znowu o losie; Muzo uciekasz od wštku.
W starym chramie w opoce trójnóg gdzie lady odcisnšł
Słowo Achill odkryto męskš skrelonš prawicš
(Choć do szkoły nie chodził, nie był z pewnociš mańkutem)
Co tu robił Achilles jakież zagnały go losy
Tutaj, kędy los ludzki zieje rozwartš mgławicš
Niczym gęba rozwarta ćwoka, co wierzy w demony
Jak kto pszczołom się kłania, trutnie wielbišcy nabożnie
Kiedy inny w barć wkłada ramię i sięga do głębi?
Więcej pytań powraca jeli ocalał Achilles
Kto pozostał na żertwę sępom na ziemi trojańskiej
Kto nie zaznał nic prawie z tego, co ludziom jest darem?
Który czytasz te słowa porzuć wszelakš nadzieję
Ty nim jeste i nie myl że nie potrafi kapłanka
Ani służka kapłanki ni służka służki kapłanki
Ani wszelki byt ludzki schodzić z padołu nieskory
Zmienić człeków miejscami; czymże sš lata i wiorsty
Czymże mile eony. Przeto bšd mężny, herosie
Z losu mgnienia zrzšdzenia, nawet gdy sam w to nie wierzysz
I padajšc na strzale, niczym komandos na minie
Westchnij za słusznš sprawę: niech żyje emancypacja.
ale dobrze że jeste
powiedział
Aż wstyd w tym momencie pomylał o sobie
tak sobie pomylał
od zrodzenia odzianym w szorstkie płótno
z mlekiem matki karmionym tłuczonym szkłem
prawdopodobnie włanie zbliżało się wiele słów
kandydatek do tej jednej frazy
Wiec aż wstyd powiedzieć w tym momencie pomylał o sobie
Nie, wiedziała, że jemu
zaraz przejdzie pomimo tego że
włanie czasami, no czasami włanie takie
był to swój chłop
w każdym razie swój
I miała rację zaraz wrócił
do no przecież było do czego
przedtem tylko jeszcze
Ale dobrze że jeste powiedział
Dobrze że jeste
Popatrz, bracie diable, to więty Antoni
Ten, co goni w wolnych chwilach kury po jabłoni
Dajmy prztyka w nos mu i poskrobmy w pięty
Zaraz się zobaczy, czy on taki więty
Słuchaj, bracie diable, już od rana minšł czas
Boisz się jak diabli każdy ma swój pierwszy raz
Zajrzyj mu do duszy, nie bšdże maruda
Zaraz zobaczymy, czy on taki Budda
Zabierzemy się do gocia jasne że się uda
Mój bracie diable, lecz ja wejrzałem w duszę jego i
zdjęła mnie proza
Ja wiem, że tam zawsze się znajdzie zadzior ciało złoto duch
by zaczšł to, po co Bóg żywi wszy pod swš podszewkš
Lecz dzi wejrzałem w jego duszę i zdjęła mnie proza
Tam nie ma nic.
Więc nie ma nic po prostu nie ma nic
nic się nie staje i nic już nie będzie
Więc to tak więc o czym można mówić
i o czym my mówimy i co my robimy
Więc to po prostu tak zresztš zobacz sam
A bierz to diabli młodszy bracie diable
Nie mam co patrzeć nawet, gdyby duch miał oczy
To nie jest tak, to jest jeszcze gorzej
To nieprawda, że nie ma nic, odwrotnie
Jest nic
Oto jest Nic, nieporuszenie mknšce
gdzie przepacie i zapadliska swe
dršżšce się niczym przepastny błysk
Niestworzone. Nie do pomylenia
nawet nie możesz powiedzieć, że jest
choć podobno tak jest
Więc już przegralimy
A ja biedny wesoły diabeł w kusym habicie przepasanym
kusym sznurem
I do diabła starego dopiero teraz nic tu po mnie
więty Antoni składa ręce po prostu składa ręce
więty Antoni skłania wzrok po prostu skłania wzrok
Ptak przelatuje nad jego głowš i leci dalej
przed siebie nie oglšdajšc się za siebie
Drży podłoga w katedrze
I policja buszuje jak wilczur wród owiec
Generałów chór się drze
Nagle cisza zapada i pęka grobowiec
Wydęta warga
Kawior był dzi niewieży le wódki mrożone
Oto ksišdz Skarga
Blady niczym trup powstał i wszedł na ambonę
Limuzyny w szeregu
Fotel twardy i szampan za słabo mrożony
Skarga bielszy od niegu
W płuca nabrał powietrza i woła z ambony
Boże co Polskę
zbawiał od Szwedów, Turków, Ruskich i Szkopów
Ocal Ojczyznę
z ršk szanownych palantów i wielebnych jołopów
Larum w obozie
Raczej nie spod Chocimia i nie spod Zbaraża
Żebrak na mrozie
Pacierz klepie a Piotr Skarga powtarza
Ref
Zaklšł kto w przedzie
Jakie w tej demokracji robi się trumny
Karetka jedzie
A tymczasem król Zygmunt już piewa z kolumny
Ref
Czym się różni gazeta od kasety
Czym się różni Moczulski od Suchockiej
Język fajny członek twardy raz raz miękki
Nikt nie wstanie powie to sš tylko dwięki
Czym się różni kto wybrany
Od kogo, kto jest wysrany
Fajny wynalazek w wolnych chwilach sšdzę
Że jest tylko jeden fajniejszy pienišdze
Czym się różni miłonik ryzyka
Od miłonika migłego Rydzyka
Czekajcie gadajcie, aż przyjdzie niemowa
Ryj otworzy powie to sš tylko słowa
Czym się różni karuzela
Od Wojtusia Jaruzela
Nie mówi pokrzywa czeć jestem pokrzywa
Parzšc ciebie w tyłek misznie w życiu bywa.
Więc to albo nie to, dużo albo mało
Przyjdzie goć zapyta co jeszcze zostało
(Namęczyło się człowieka
A konkluzja tylko czeka)
Po teatrze teraz pora
By zapytać o autora
Dorwij porwij powie Na haczyku drania
Będzie piszczał powiedz To sš tylko drgania
Pewien rakarz z Cluny
Raz miał dwa dj vu.
Ależ proszę rakarza
Nic dwa razy się nie zdarza
Na to rzekła mu Maria Curie
jak mnie uczyli na polskim wtedy,
kiedy jeszcze byłem dobry
z tego miłego języka
i dobry w ogóle
kto chce pokazać że jest naprawdę poetš
niech mi tu napisze erotyk
krytyk chciałby pracę połšcczyć z przyjemnym
przeczytać o czym, co pocišga i od czego odcišga
dla przykładu: pas cnoty z gilotynkš
z filmu z Whoopie Goldberg
no to przeczytał
cóż ja mogę rzec
od zrodzenia odziany w szorstkie płótno
karmiony tłuczonym szkłem
w mleku matki
widzicie `już tršci szmirš a to dopiero poczštek "
(to był oczywicie cytat ze mnie
w moim wieku
nie ukrywam, że jest to wiek pojezusowy
człowiek wie o pewnych rzeczach po prostu
już umie wiedzieć, jak to jest
ona czuje że żyje tylko w tobie
ty czujesz, że już masz jš w kociach
nie rzekłszy za skórš bo klisza
a frekwencja patrzy
ona w tobie i ona pod twojš skórš
wy i poczucie
że po to warto było się rodzić
tak wy wtedy czujecie
Ja sam, będšc w wolnych chwilach sobš
a nawet mnš
zachowuje to poczucie
poczucie - nie to, tylko tamto, mianowicie
nic nowego pod korcem
pewnie znów nieoceniona publika
wykaże się pytaniem
czy korzec to słońce czy kołdra
czy zestrzelenie
(państwo polonici zdekodujš
kogo małpuję
i oto temat się wymydlił
a autor
wysmyknšł
teraz patrzy frekwencji w oczy
nnno chybbba nie jestem najgorszy
Wiejska parafia wstaje dzionek
Mgiełka opada lnišc
Biały ołtarz ciemny przedsionek
W przedsionku klęczy ksišdz
Słońce budzi blaskiem poranku
Złotš koronš lnišc
Młody proboszcz siada na ganku
W przedsionku klęczy ksišdz
Biały portret wisi na górze
Ręki z piercieniem władczy gest
Organista piewa na chórze
Gdzie miłoć wzajemna jest
Patrzš z obrazów więci
W rękach różańce mnšc
więty Walenty głowš kręci
W przedsionku klęczy ksišdz.
Biały portret wisi na górze
Ręki z piercieniem władczy gest
Organista piewa na chórze
Gdzie miłoć i dobroć jest
Do komunii się skończył ogonek
Organy przestały dšć
Opustoszał ciemniał przedsionek
W przedsionku został ksišdz
Milczy podłoga niezmieciona
Z nowych brudów i starych win
Chodmy do domu mówi żona
Już pewnie głodny syn
On niezręcznie rękę jej głaszcze
Promień wiatła rozdziera sień
Razem wstajš strzepajš płaszcze
Zgarbieni ruszajš w dzień
Słońce złotš latarniš płonie
Nad kłębkiem ludzkich dróg
Gołšb piewa na nieboskłonie
Gdzie miłoć tam mieszka Bóg
Choć nie jestem zbawcš ludzkoci
Ni prorokiem drapanym w pięty
Czasem we mnie ta myl zagoci
Jestem wyklęty
Wdam się w pierwszš lepszš fujarę
Co post mortem w ten deseń plecie
Co zostanie po mnie? Stron parę
Na Internecie
Cypek Norwid wbijał zšb w cianę Też mam wprawę w klepaniu bidy
Lecz kto skazał mnie na tak zwane Ciężkie norwidy
Piszesz piórem trzema czterema
Sławy potšd, co twoja klitka
Na wieszaku jest, czy już nie ma
Czapla norwidka
Czy mi żal nie mówię że wcale
Wszystko ma swoje dobre strony
Przyjdzie czas mój kitę odwalę
niedoceniony
Nie ma mowy, chyba też wiecie
Bo nie jestem aż takim jołopem
Jechać na wilczurzym bilecie
Ani nie open.
Po kolei czy nie pokolei Każdy wykrot miewa swój kraniec Ja też
nie traciłem nadziei Został kaganiec.
Skończš dwa zakochane robale Miodowy miesišc na dnie mojej
głowy Będzie cud facet nieznany wcale Nagle kultowy
Powie kto kryguj się, Wania-wstania Bo lubimy to my pismaki
Bywam trudny do wytrzymania Lecz nie aż taki
Kto przejmuje się, najmniej wskóra Mały krok to ku ocaleniu Ale
kiedyż zawita dziura W mym przeznaczeniu
Kiedy w końcu jak grafomana Połknie mnie biblioteki katalog
Aklamacjš trumna ma przyklepana A miał by dialog
Gdy to czytasz drogi Kolego I już mylisz witamy w klubie To się
pewnie pytasz dlaczego Bo ja tak lubię
Nazywam się Arystokles
bez żadnych aluzji
mój ojciec
podobno był
moja matka była na pewno
niestety
kiedy miałem lat 22 odnalazłem skarb
zresztš, sš na ten temat także inne wersje
i zainwestowałem
w uroczy domek publiczny
co się opłaciło
gdy miałem lat 33
zrobiłem to
byłem wtedy bogaty
nie bardzo, ale tez nie niebardzo
kazałem majstrowi
stałego klientowi i za zapłatę głownie w naturze
zbudować to
ołtarz nieznanemu Bogu
cóż, ja też
znanociš kiedy nie grzeszyłem
oczywicie nie planuję być kim nie jestem
ja za przeproszeniem prorok
ja za przeproszeniem teokrator
sami widzicie, jak to brzmi
bogów u nas dostatek
za wszędzie musi być ta szara strefa
więc niech Mu będzie, że jest
niech Mu choć raz wyda, że jest
nim wyda się, że Go nie ma
choć Go nie ma
lecz ja Jestem
i nie było czasu
abym nie Był
i nie będzie czasu
że nie Będę
i nikomu nie wpadnie na myl
że Jestem nieskończony niezaczęty nieuczczony
w każdym razie że Bywam
i byt się skonczy a ja Jestem
jakby kto pytał chociaż nikt nie pyta
i nikt się tego nie dowie, nawet ty
że w każdym razie Bywam
a że twój błšd był najmniejszy
bo nie jeste prorokiem
co najwyżej post-rokiem
Pewien rakarz z Cluny
Raz miał dwa dj vu.
Ależ proszę rakarza
Nic dwa razy się nie zdarza
Na to rzekła mu Maria Curie
(spryciarz)
sam się zastanawiam w tym co naskrobałem
też bywajš białe plamy głównie tam gdzie łóżko
ale - popatrzcie, com za odmieniec - dziwnym trafem nie ma
ich na Ojczynie ani Bogu - Ojczyzna, to czemu nie Bóg?
Nie ukrywam że nie jestem X. Twardowski
trudno mi bywa być z Bogiem za Pan Bóg
Sam też chciałbym wiedzieć, czy więte słowa lubiš
by je powtarzać
Bóg, chociażby i taki jak Bóg Kartezjusza
troskliwie rpobišcy go w konia, żeby tytlko przypadkiem
nie pokapował, że go nie ma biedak jeszcze
zrobiłby sobie kuku
Bóg, rzekę, na mój rozum ma doć chwały
bez czyich panegiryków więc i moich
i fizolofów zbijajšcych granty
o to, Czy Pan Bóg może być zbawiony?
Czy słusznie paru takich zwie go Kosmiczxnym Sierotš
co nie ma nawet poczštku nie mówišc o końcu
jakby już nawet i tego nie było wolno mężczynie
zazdrociš wobec Izraela kryje Swš samotnoć
No cóż Bóg z nimi
Dla mnie jest co najmniej prawdopodobne, że Bóg sam Się zna
A także, co za tym idzie, że sam Się obroni
Przed chcšcymi Go dosišć jak gówno okrętu
Przecz grać kapłana dzwonišc na mszę spierzchłš strunš
Bożš iskrš darzš muzy a Bożym wiatłem wietliki
Aż miszne - nic na bliższe
No dobrze jak co jeszcze napiszę też się zastanowię
pijcie wierszyk idcie spać
Diana leży w angolskiej ziemi
Diana, która chciała za Araba.
Supermarket sprzedaje tony kwiatów
Jedzie działo na nim miast pocisku
blond utleniony kurczak tamaguchi
Idš sznurkiem angolscy komandosi
Irlandczyk ruszy rzęsš i już trup
Chłopcy jak wieżo malowane
Tylko miny kłujš ich w liczne nóżki.
Półgębkiem ziewa angolski lewek
Ja się nie boję dentysty
Ponosi tylnš łapę nawet Bur nie zaszura
Głupi Gandhi głupi ksišżę Poniatowski.
Czapki z głów gacie z tyłków
(cisza we wsi idcie bez zboże)
Bo Angol przezywa katharsis
Kto winny kto winny złapać i posolić
Wszystko Żydzi wszystko paparuchy
Koniec transmsji, ganie telewizor
Za oknem czekajš uroki demokracji
Gdzie ja podziałem zaległe rachunki
Ależ ona wtedy musiała być szczęliwa.
Kto ziemi nie dotknšł ni razu
Wedle Thatcher ukazu nie może być w niebie
Dziękujemy wszystkim, proszę westchnšć z ulgš
I przekręcić gałkę.
Diana leży w angolskiej ziemi
Diana, która chciała za Araba.
Jedzie działo na nim miast pocisku
blond utleniony kurczak tamaguchi
odbieram teczkę z szatni portier o mylšcej twarzy
włanie mi jš oddam przepraszam on naprawdę
ma takš twarz (nie wiem jaki on jest jako człowiek
bo zawsze tylko moja teczka wie jak jš oddaje i odbiera
ale ma takš twarz
i wychodzę znów jestem spóniony po co tu przylazłem
znowu jaka idiotka wystawiła jakiego idiotę
po co tu przylazł znajome pytanie znajoma odpowied
żeby do reszty nie zbydlęceć
i lepsza ta idiotka od tamtej idiotki
z Narodowego dzięki której
tam już nie ma za darmo nawet tego jednego dnia
kiedy ty zawsze jeste taki sterminowany tydzień w tydzień
raz to do mnie dotarło ostatniego dnia
przeczytałem wycieczka z Tworek urzšdziła sobie
wycieczkę na wystawkę ostatniego dnia otwarcia
bo Tworki było na to stać a mnie nie było
wtedy też pomylałem nic nie pomylałem
a tak do mnie dotarło czemu ty czemu taki normalny
czemu ten wiat taki bydlęcy a portier taki mylšcy
rach ciach koniec balu niestaty jakkolwiek
i tak
i final i szlaban i dno
i tak
ani wiatru ni nieba spod powiek
i zostalo już tylko to
buch w placz
na amen na iment na przestrzal
nura w placz
do ostatku do szalu do cna
to jest noc
za nocami gorami już swita
to jest dno
a już nic nie odbija się w nim
już jest nic
wytrwa krotko nim zacznie się dzien
lecz był czas
zeby usiasc przeplakac na wylot
Ach kiedy dojdzie wreszcie do mnie
zera dziesiętny separator
Nie będę mšdrzył się przytomnie
nieboszczyk czy reinkarnartor
Nim przy niadaniu ginekolog
opryska kawš mój nekrolog
Nim premier co nie w ciemię buty
zakaże odwalania kity
Spojrzę na wiat, pomylę błogo
Kto z nas mas bardziej dosyć kogo
Nakryję się racami dwiema
Cieszšc się, że mnie wreszcie nie ma.
owszem. niedawno temu spotkało mnie pewne ważne
wydarzenie osobiste. przestałem żyć.
nie pytajcie z kim inwencja zawsze mile widziana
ani nie cytujcie pewnego wiersza Brzechwy
kończšcego się, o ile tu pamiętam, słowami
a takie dobre życie mogłem mieć po mierci
każdy człowiek żyje a potem nie żyje
w międzyczasie
trochę radosnej twórczoci
moja
była prawdopodobnie mniej radosna nikt o mnie nie powiedział
taki jeden wesoły pan
- - - - -
hm może wstrzymywała mnie jedyna rzecz
myl mianowicie
że (jeszcze przedtem albo już po)
będę mógł się dowiedzieć
jeszcze czego - nie byle czego, ale włanie tego z dużej T
- czego nie wiem
albo co nie wie mnie
kto tam kogo wie?
i dobrze że wstrzymała
co nie znaczy, że Było
albo że Nie
pewnie dobrze, że mnie wstrzymała
kiedy był na to czas
ale zostańmy przy najważniejszym bo po co odchodzić od wštku
niedawno temu
spotkało mnie doniosłe wydarzenie osobiste
przestałem żyćjak mnie uczyli na polskim wtedy,
kiedy jeszcze byłem dobry
z tego miłego języka
i dobry w ogóle
kto chce pokazać że jest naprawdę poetš
niech mi tu napisze erotyk
krytyk chciałby pracę połšcczyć z przyjemnym
przeczytać o czym, co pocišga i od czego odcišga
dla przykładu: pas cnoty z gilotynkš
z filmu z Whoopie Goldberg
no to przeczytał
cóż ja mogę rzec
od zrodzenia odziany w szorstkie płótno
karmiony tłuczonym szkłem
w mleku matki
widzicie `już tršci szmirš a to dopiero poczštek "
(to był oczywicie cytat ze mnie
w moim wieku
nie ukrywam, że jest to wiek pojezusowy
człowiek wie o pewnych rzeczach po prostu
już umie wiedzieć, jak to jest
ona czuje że żyje tylko w tobie
ty czujesz, że już masz jš w kociach
nie rzekłszy za skórš bo klisza
a frekwencja patrzy
ona w tobie i ona pod twojš skórš
wy i poczucie
że po to warto było się rodzić
tak wy wtedy czujecie
Ja sam, będšc w wolnych chwilach sobš
a nawet mnš
zachowuje to poczucie
poczucie - nie to, tylko tamto, mianowicie
nic nowego pod korcem
pewnie znów nieoceniona publika
wykaże się pytaniem
czy korzec to słońce czy kołdra
czy zestrzelenie
(państwo polonici zdekodujš
kogo małpuję
i oto temat się wymydlił
a autor
wysmyknšł
teraz patrzy frekwencji w oczy
nnno chybbba nie jestem najgorszyJa trzymam wajchę nie ma gadania
Polaków wgniotłem w piach niczym glistę
Teraz czekajš nowe zadania
Bo duński żołnierz ma ręce czyste
życie nie snem jest raczej grš
Ja dobrze wiem, czego oni chcš
Ciszy i żadnych rozrywek, czyli
Raczej się wiele nie pomylili
ja trzymam wajchę szafa gra
Ars graphomaniae
A więc i w Tobie ocknęła się ta siła fatalna
którš żyjš wybrani by nie żyć od więta do więta
Pamiętaj docent z kulawš nogš cię nie zapamięta
jeli ty sam nie będziesz swym najlepszym czytelnikiem
zły to kochanek który sam nie kocha siebie
zły to szewc który chodzi na bosaka
nie musisz być swym własnym piewcš (chociaż kto zabrania
wszak jest w Tobie ta siła
czy już ci to nie wolno
To nie wszystko zobaczysz co ciepniesz na papier
Czasem wie lepiej od siebie co robi pod Twš czaszkš
Już Go tam nie ma i chciałby ty być taki żywy
Czasem sišdzie frasobliwe na Ciebie spoglšda::
i kto cię tak napisał
Kiedy się zdarzy goć na twój tekst spojrzy wilkiem
i wypyszczy czemu na cię patrzy wilkiem
a ty patrzysz w jego ryj emocje emocje emocje
a od czego jest poezja gdy nie by je budzić
i czujesz jak Twoja siła wzrasta i wiesz już ciebie
dostrzegli
i już wiedzš, że już od ciebie nie będš
mieli spokoju
już sobie nie pójdziesz będziesz tkwił na zjedzie horyzontu
jak maszt Wolnej Europy zza Pałacu Kultury
upierdliwy jak upiór w operze
łebski bardziej, niż trzystu Korwinówmikusiów
nieuchwytny niczym niczym nie nicowana nić
nawiedzony niczym stu pięćdziesięciu Bursów
wieży niczym bobas zadziwiony, czemu spadł z Xiężyca
lub każdy, jaki sam zapragniesz
to ty
A niech no powie kto, Że cię nie ma
Wszystko jest krytykš każdy jest krytykiem
Lecz poetš Ty jeste a krytykiem "się" bywa
Może bidu się sfrustrować i artystycznie cię zjechać
to naprawdę biedny człowiek i spróbuj go zrozumieć
Bo poetš się rodzisz i nim umrzesz w międzyczasie
możesz wypełniać szuflady układać
tony wierszy i żadnego nie zapisać
zapominać pierwszš zwrotkę składajšc rodkowš
ale jeste tym cholernym pismakiem i finał
nikt nie pozbawi cię tego nawet gdyby sam tego pragnšł
nigdy nie będziesz być tylko w tył i przód i kwadracik
nigdy o tobie nie zapomni wiat po drugiej stronie lustra
i gdy tam pójdziesz w ten dzień, to bez żalu i bez ulgi
a krytykiem się bywa i łyżka tak samo jest płaska
ani krzty zupy głębiej
i to naprawdę biedny człowiek i spróbuj mu przebaczyć
I kiedy Błoński skazywał Bursę na ciężkie norwidy
może cudy norwidy a on chciał tylko być pismakiem
pismakiem nie kultmenem uwielbianym
po mierci
to było wieczne teraz tak dziawa się z każdym
sam nie wieszcz czy to będzie tobie oszczędzone
może będzie najlepiej na to nie licz w innych słowach
niech Ci to będzie miłš niespodziankš
ale niech żywi nie tracš nadziei jako napisane
na bocznych drzwiach pewnej zaprzyjanionej kostnicy niech żywi
nie tracš nadziei
(Letni niedziel;ny dzionek)
Wiejska parafia wstaje dzionek
Mgiełka opada lnišc
Biały ołtarz ciemny przedsionek
W przedsionku klęczy ksišdz
Słońce budzi blaskiem poranku
Złotš koronš lnišc
Młody proboszcz siada na ganku
W przedsionku klęczy ksišdz
Biały portret wisi na górze
Ręki z piercieniem władczy gest
Organista piewa na chórze
Gdzie miłoć wzajemna jest
Patrzš z obrazów więci
W rękach różańce mnšc
więty Walenty głowš kręci
W przedsionku klęczy ksišdz.
Biały portret wisi na górze
Ręki z piercieniem władczy gest
Organista piewa na chórze
Gdzie miłoć i dobroć jest
Do komunii się skończył ogonek
Organy przestały dšć
Opustoszał ciemniał przedsionek
W przedsionku został ksišdz
Milczy podłoga niezmieciona
Z nowych brudów i starych win
Chodmy do domu mówi żona
Już pewnie głodny syn
On niezręcznie rękę jej głaszcze
Promień wiatła rozdziera sień
Razem wstajš strzepajš płaszcze
Zgarbieni ruszajš w dzień
Słońce złotš latarniš płonie
Nad kłębkiem ludzkich dróg
Gołšb piewa na nieboskłonie
Gdzie miłoć tam mieszka Bóg
Jak mam do ciebie mówić, ma gwiazdo, ktyórej nie ma?
Nikt ci nie każe być, ale to nei powód
by wzejć nieużejci ciepnšć ciupkę wiatła
choćby na mojš pustš wigilię i pęłnš szufladę.
Każdy pisacz powinien zrobićmłodo exitus letalis
najlepiej w szpitalu, ajlepiej bez klamek, najlepiej na ejdsa
potem, gdy już nie trzeba płacić copyrioght, się okazuje
odkrylimy takiego, co go piach włanie popkrył
i we soie napamištkę mojš czapkę norwidkę
pisał piękne wiersze ja pięknie na`isał Wójtowicz
I miał za swoje, to znaczy za żywota
Jednego nie wiem
: czyjš trzeba zazrżnšć ciotę
by skazali na ciężkiue miłosze
o co niniekszym proszę ma gwiazdo której nie ma?
Co się gapicie? Tak, ja wasi tatusie
gapicie się zaraz się skiończy czołówka
I zobaczycie mnie jak ruszam z tyłka jeszcze raz
Z akcentem pruszkpowskim Brunner, nie zemnš te numery
witamy w objęciach KGB
tak w ogóle to jest ciebie miły chłopak
Cała rodzinka przed skrzynkš zebrana
brakuje już tylko mnie
Obcišgam feldgrau i chwytam za gana
Witam w objęciach KGB
Szybki niczym pantera
Ganiam w kółko Brunnera
Jakby wiat był za mały
Dla obu nas
Finał ogólnie znany
Spytaj ciotki Zuzanny
W sumie niezłe kasztany
Lecz nie ten plac.
Czuć się jak w swojej skórze
W aktualnym mundurze
Ja wam powiem ostatni
czy to jest klucz.
Życie to nie zabawka
Tam gdzie życie jest stawka
Pozwolili oglšdać
więc ucz się ucz
Prochy, zgliszcza i gloria
Całkiem niezła teoria
Komu musi historia
się zamiać w nos.
Refren szybko ułożę
Wam już nic nie pomoże
Ni marszałek, ni nawet
kapitan Kloss.
migły niczym pantera
W kółko ganiam Brunnera
Potem gałkę przekręcisz
i czerń i nic.
Życie spać się nie kładzie
Tama leży w szufladzie
Wy pójdziecie żyć, a ja
przestanę być.
Miasto nieposkromione
Jedno jest nam sšdzone
Chociaż z wami nie spłonę
też nie mam szans.
Krótko wzdycham o wicie
Cóż jest większe niż życie
Wy i tak nie ujrzycie
że płacze
Hans.
Szybki niczym pantera
W kółko ganiam Brunnera
Potem gałkę przekręcisz
i czerń i nic.
Czy wy jeszcze wierzycie
W co, co większe niż życie
Ja już nie - wybaczycie
Sam został Stierlitz.
--------------------------
Na wypadek błędu w ortografii, chodzi o bohatera 17 mgnień
wiosny.
idzie towar po ulicy
wyżej pępka mini ma
co goršco dzi dziewicy
stopni tylko minus dwa
tramwaj nie jedzie w sopek się zmienię
i tylko rozpływam się w refrenie
sukbana
sskubana
ssskubana
takbym cię podskubać chciał
jak żyrafa te kulasy
pewnie w kosza w Gwardii gra
ruda trwała kawal kasy
a odechy na 102
refrenwitem zaskrzypiały dwierze
i zostały w dali chaty,
matki, żony. A żołnierze
po to sš, by wlec w sołdaty
Im też kiedy było dane
W szarawego brzasku krostę
Ich wywlekli, jak gzy ranę
Potem wszystko było proste
Chcieli dać im resztki gruli
i na popas stanšć w chacie(dać odpoczšć w byle chacie)
W wšwóz weszli i poczuli
Że im pospadały gacie
Janosik stojał na turni
Większy, niż Kondracka Kopa
Nie widzieli fryce durni
Wydalszego kawał chłopa
Stał z ciupagš i półhakiem
Aż tu czuję prochu swšd.
Niestety, nie był Polakiem
to błšd
Dech im zdjęła trwoga sina
Ducha dreszcz cmentarnej bieli
Wkršg spojrzeli zrozumieli
Że wybiła ich godzina
Przywołali dni minione
Dobre było, ale mało
Gdy przed Boga staniesz tronem.
Mieli rację tak się stało.
otworzyli Wolni oczy
spojrzeli na grań wysokš
staw głęboki, piarg zbyrczšcy
Tylko ić tylko że dokšd
Gdy odeszli w dal harnasie
Jeden ruszył ich ladami
Upadł do nóg na popasie
Janosiku, ja chcę z wami
Chciałby mieć po grdykę złota
I na każdy dzien frejerkę?
Wiem, że klštwa i sromota
Wiem, że ruszam w poniewierkę
Chciałby z nami w orle perci
Stać cesarskim w gardle kociš?
Nie. Więc czego? Szukam mierci
Nagłej, we krwi; lecz z godnociš
Ruszył z nimi miedzš łanem
graniš, szczytem i dolinš
sługš, druhem i hetmanem
Nie słyszałem, aby zginšł
Moze go schronily niwy
Kedy i chasrt nie ulowi
Moze do dzis ostal zywy
Gdzie rycerze Giewontowi
Grozny, niczym grzmiace chmury
Madry jak milczace szczyty
Czuwa, patrzac na nas z gory
Gniewny, wdaly, niepobity
Slonce się za mnichy chowa
Dogorzaly wieszczow weny
Przeminely wielkie slowa
On się zostal - bezimienny
Trwa z ciupagš i półhakiem
O tym wiem sam nie wiem skšd
Lecz nie wiem, czy był Polakiem
I czy to błšdrach ciach koniec balu niestety jakkolwiek
i tak
i finał i szlaban i dno
i tak
ani wiatru ni nieba spod powiek
i tak
i zostało już tylko to
buch w płacz
na amen na iment na przestrzał
nura w płacz
do ostatku do szału do cna
tam jest dno
popod dnem wiatło i fala
podnosi się w dół
i da się żyć lecz dzisiaj
jest włanie dno
-- - -- -- --
to owszem wszystko marnoć
i wiat poszedł swojš drogš bo czyjš miał pójć
alici pozostanie
na dnie renicy ten moment oraz
oraz nic
albo to, co powiedział
mędrzec o imieniu głęboko z antypodów
który miał dokazać sztuki tej, by była cicho a rzekł dwa słowa
joga płaczu
Jonaszu Jakub to był okpi
powiadajš mędrcy, że wypłynie na wierzch tylko szajs
on wypłynšł, a ty zostałe człowiekiem
Jonaszu idzie czas wynurzenia
już lustro wody nas spotkanie bieży nam
delfiny będš trzepać wieżš pianę
umiechajšc się w słońce
Znad brzegu nadfrunš mewy i kobiety
żadna, przeżadna nie zapyta, czemu
bez ziela Gilgamesza
trzeba otrzepać szaty jeszcze jest dla ciebie
doć tego, co jest ludziom sšdzone
nawet jeli teraz wierzysz, że co może pójć na marne
A by nie mylał że upór twój nie był daremny
Jedna łaska jest ci dana nigdy ty i nikt z twoich
nie zostanie Jobem
Raj jest owszem dla wszystkich
ale Kto co zrozumiał -
z czym do kogo
aby nie mylał, że wiat jest kawałem głazu aby nie mylał
jeszcze wielu rzeczy
co się same nie pomylš
i to dobrze
I nikt nie będzie wiedział o minutach i miesišcach
gdy pochłonšł cię wieloryb i żarła was nadkwasota
one zostanš ale nikt nie będzie wiedział
skšd pochodzi twoja moc
Jonaszu idzie czas wynurzenia
to jest tylko ocean to jest tylko przestwór
Jonaszu spójrz na skraju poły li jak żywa
ostatnia
kropla słonej rosy
Niebo pofajdane ziemia też
Tylko sišd i sraj
Nie wiem, więc cię spytam może wiesz
Co to jest za kraj?
Gdzie nie braknie nigdy krat ni pał
Gdzie jest taki kraj
Dajcie władzę mi nie będę wam za kołnierz srał
Znów lubuje kto i znów dla jaj
Słyszysz znowu dobrze będzie, lecz nie dzi
tylko wierzyć mu
W Kalifornii fruwa Yogi mi
Ty kiblujesz tuSamolot schodzi w dół już widzisz
Wisła Pałac Kultury Grzybowska
i jeszcze niżej. jeszcze niżej.coraz niżej.
kolejka pewnie będzie megowa czy do cła
trzeba pochować dyskietki?
Już skaczš na ciebie owczarki z Arakusa
Aż nie nadšżysz uciekać kursorem
O Boże, niech to będzie sen
O Boże, niech to będzie sen
Control
Break
Control Break
Control Break
To był sen słońce robi to, co zwykle
w tym kraju, gdzie chodzi się do góry nogami
Poprzez ocean dymu i fusów przedziera się
rozwišzanie jeszcze nie to do tego Kerninghama
to ja bym strzelał jak na Diunie 4
Nagle zaczniesz skakać nortonem po hardysku
to nie tu to nie tu i to nie tu
skulony na szarym dnie configa
Country number 0048
Za godzinę przyjdzie boss i powie
że mogę sobie ić podlewać kangury
Nie dzi nie przyjdzie dzisiaj
dzisiaj jest Boże Narodzenie
puszysty żłobek w torbie u kangurka
Wesołych
wišt
w zatoce tu o wycišgnięcie twej ręki karawela druga
ju nachyla się ku wiatrowi jakby co jej szeptał
tak, eby nawet i ty tego nie usłyszał
jak bryza karaweli dziewczyna dziewczynie
dalej całe morze masztów wetkniętych pod niebem
dalej dal jak nałogowo czasami powtarzam
takiej dali nie namajluje sam Salvador Dali
z przodu werniks niej napis nie dotykać
by przypadkiem nie poczuł tego, jak jest
płaski i cienki jak yleta a wiat ma tylko pięć wymiarów
mona sprawdzić na czyich chcesz palcach przestrzeń czas i pienišdz
czemu tak jest czemu przepadasz
za cieniem karaweli co odpływa bez ciebie
wiecznie na wiecznym płótnie
dokładnie i odkładnie wszędzie tam, gdzie cię nie ma
pewnie te piszšc kilem po wodzie
o no nie bšdmy tu jeszcze złoliwsi
czemu? bo nie ma demu
bo liwki sš robaczywki
bo cisza na morzu i bałwan pi
i pisz tak dalej a nobel sam wyronie
zawišzywałem słowom kokardki
żeby były takie takie jeszcze inne
Tęczowa kipumakrama
Z miski lustrzanich kokardek
Wyziera nos oczy reszta
To nie ja a miałem być
kto jest co szuka ten człowiek
Zasiadł Bóg, że rzecz wyłożę
W majestacie swojej chwały
Diabeł rzekł mu Panie Boże
Jakiż niebyt doskonały
Po co stwarzać niebo, morze
ziemię, chmury oraz lšd
Diabeł w kułak się wyszczerzył
Bóg i tak mu nie uwierzył
Jak wiadomo stworzył homo
ksywka sapiens to był błšd
Siadł na tyłku Piast Kołodziej
Z cienia wyszedł druid dobrodziej
Rzekł: jak rzekł poeta Hołuj
Sied na tyłku i nie kołuj
Koło dziwna to figura
Czyż to nie klasyczny sšd
Powstał Piast i się położył
Powstał, wyszedł, twarz otworzył
I hip hurra obrósł w pióra
Niczym kura to był błšd
Był raz Zygmu, xywka Stary
Berło miał jak 2 fujary
Miał koronkę i płaszcz z futra
Chciał z Krzyżaka zrobić lutra
Miłosierdzie przebaczenie
Kochaj wroga, jak ci zmiękł
Będzie przyszłe pokolenie
Gryzło palce na sam dwięk
Poród wichru gradu szaci
Pełli raZ konfederaci
Jaka to diabelska sprawa
Po co innowiercom prawa
Zaraz głowę król nam gach da
Szable w dłoń z garłšczy doń
i już szlachta i już szlkachta
jak mšż jeden wali w koń
Brał okupant ze szkół znany
W jasyr godnoć, ycie, mienie
Prał poeta łbem o ciany
Wyklinajšc przeznaczenie
Miałkie cisze, krwawe zgiełki
Wszak nie idzie nic na marne
(od piramid aż po Marnę)
(lewki)Misie, ptaszki, w tym orzełki
(mać dowolna, głównie) Duo głów i wszystkei czarne
Jšdru Kmicic z dobranocki
Wroga prał, że sam się dziwił
Był Sowiński i Potocki
Był Czarnecki i Radziwił
Czarne marki, złote ruble
Jedne w sszereg, drugie w rzšd
Skšd ich tyle w jednym kuble
Zgadnij sam ja nie wiem skšd
Od ubianki po Poronin
Gdzie swe ródła Bzura bierze
Nie przeminie pamięć o nim
Bezimiennym bohaterze
co kikowal kalkulowal
cierpiac fiskus karcer chloste
krew+blizna = jest ojczyzna
có jest jeszcze bardziej proste
Kiedy urzšd znać o sobie
Da niewinnym ci szelestem
Nie myl co ja tutaj robię
Pomyul lepiej ja nim jestem
Miast podziwać uniżenie
Sejm, premiera oraz rzšd
Chciej do Stwórcy wznieć westchniujenie
Za nasz wielki, wspólny Błšd
Ani w karze ani w winie
wiata sens się nie zamyka
Zawsze na wierzch szajs wypłynie
Mówi prawo Kopernika.
Kto dzi patrzy nać z wysoka
Bo podkładał lepiej winie
Wszak powiada król Asioka
Że i to również przeminie.
Przeciskajš się jak mogš
Niczym szczur, co płynie ciekiem
Oni pójdš swojš drogš
Aby ty został człowiekiem
Ręka czysta jak nieczysta
Szybki łup jak lat fatyga
Wszystkich skonsumuje glista
Ale ciebie nie wyrzyga
Róbcie mówcie tak, jak chcecie
Tylko słowa tylko czyny
Wszystko minie na tym wiecie
Lecz nie jest to wiat jedyny
Co kto zrobi co kto powie
Nie wiesz oczy w którš stronę
Choć ci stanie włos na głowie
One też sš policzone
Patrzš gwiazdy których miękki
Głos prowadzi cię z oddali
Patrzy Jezus z Bożej Męki
Jemu też popalić dali
Chwalcie Boga, nie mamonę
Służcie pięknu, ni ohydzie
Wszystko będzie policzone
I na marne nic nie idzie
Biegnš dni miesišce słowa
Jedne kretem, drugie ptakiem
Aż łka dziura ozonowa
Wiem, bo jestem sam pismakiem
Liczš krupy porzšdniccy
Lecz się nigdy nie odklei
Napis sponad drzwi kostnicy
Żywi nie tracš nadziei
martwić się jest to złe dodawać do zła
pewnie racja ale
bliższy był ten, co powiedział zło, zło zawsze wszędzie
lecz czasem jedna na wiecie jest kraina taka
kraina mej żałoci
gdzie jestem wolny nie muszę udawać swej własnej reklamy
niemal jestem mnš
i nie chcę, by wycišgał nie kto z mego wiata
gdzie przynajmniej jestem wolny w smutku gdzie przynajmniej to
mój smutek
gdzie jestem
(czy kto rzekł: jedyna droga by znaleć drogę: się zgubić?)
Jak by nie było inni majš
bezsennoć grypę gips kobiety
swoje metody
nikt nie chce Noe mieć nic każdy
chce mieć co
szkoda tylko, jak każdy dostrzega, jednego
tych wierszy wdzięcznych jak blondynka za kierownicš
które i co tu poczšć z takim wiatem spójrzcie
sami
które nie chcš się poczšć na smutno
Kraków to cycu miasto przyjed tu na dzień
Do wieczora oglšdać jakie piękne kamienie
I wiej, winszujšc sobie, że bez raka na wštrobie
Życie tu takie liryczne, jak po tanim winie
Nad mostem przeczyste niebo, a pod mostem płynie
Wisła jak ixi niebieska - nie skšpałby pieska.
Ach, piękny żywy skansen, wszystko dla turystów
Jeszcze pod Smoczš Jamš plaża dla naturystów
Tu nawet z nieba miast deszczu pada woda królewska
Ojczyzna halnych zawałów piękna jak Prospekt Newski
Gdzie nawet na sraczykach pisze stołeczny królewski
Jaki król, taki i stołek
Zagłębie wrzodów żołšdka nerwic i reumatyzmu
Wlęgarnia poetów niebanalnych jak twarz Pawlaka
Klarownych niczym oblicze prezydenta elekta.
Redakcje wydawnictwa po biurkach starsze panie
Nic, tylko pisać, a pełna szuflada pozostanie
I nawet twoje nazwisko pochłonie korekta
sam jestem ciekaw
czy to bardzo łacińsko brzmi krytykologia
ale każdy pisacz
ma swojš prywatnš cybernetykę krytyka
mam bo ma i tyle
ja sam wiele w tę naukę nie włożyłem tylko krótkie
każdy jest krytykiem wszystko jest krytykš
ale chciałbym kiedy rano wstać pójć na pocztę posłać tomik
redaktorowi co nie czuje się Herrgottem
ani też herenfolkiem ani też demiurgiem
mogšcym podle woli stworzyć mnie z grafomana
zapewne pokora wobec tekstu to niekoniecznie brzmi dumnie
i nie musi go wdychać białym proszkiem od dilera
ni go brać tak naturalnie jak oddech rosy o poranku
ale nie chcę współautora spojonego swš demiurgiš
co dopisze twym wyskrobkom kolejne piętnacie wymiarów
ja wiem każda hera ma swego dilera (wydało się, żem poeta
ja wiem że dzi żeby się nie dać trzeba się sprzedać
i lepiej żeby sprzedał się ty nili kto twojš skórę
wiem że kiedy trzeba zaczšć by nie skończyć
na ciężkich norwidach albo i w czapce norwidce
już już lecę
jeszcze tylko przysišdę ten raz by parokro powtórzyć
wszystko jest krytykš każdy jest krytykiem
-----------------------------------------------
Ja sam nie wiem czy zrodziłem się by pisać wiersze sztuki
Może każdy diabeł ma swojego Boga
Ale pora bym wyrównał mój dług wobec tej nauki
Imię której jest krytykologia
Ja też chciałbym rano wstawszy umiechnšc się w dzień a potem
Pójć na pocztę wysłać tomik z brzaskiem rana
Facetowi gdzie w redakcji co nie mieni się Hergottem
co mnie stworzy jeli zechce z grafomana
niech nie wdycha moich tekstów białym proszkiem od dilera
niech nie rzuca się w nie niczym w czarci parów
ale nie chcę kopoety demiurżštka transformera
co mej muzce doda dalszych sto wymiarów
Ja nie z tych, co wymylajš od niektórych swej publice
Ona zawsze rację ma swš nie jest głupia
Lecz mi na co kryptocenzor co wywróci mnie na nice
Zametkuje zaczaruje poupupia.
Nie mam z tego ani chleba ni rodzynka do bakalii
Może włanie to pisane mi i kwita
Lecz nie będš pomywacze mi do garnków zaglšdali
Nawet jeli nikt mnie nigdy nie przeczyta30 XII97
Taniec kurczšt w trumienkach nie będzie trumienek
trupki pojdš do pieca mały wišteczny holokaust
Przeszed dzień więtych Młodzioanków z któymi też najpierw był
problem
a potem nie było problemu dobrzy ludzi obejdš Sylwestra na kacu
blużdżšc kurcze
blade
nie wiedzšc, że męczenników nie bierze się daremno
Wstanie Nowy Rok Panminister
przestraszy się o tyłek, bo 4 osoby
zmarły na wciekliznę wyjdziesz rano z pudlem
podejdzie policjant powie pan pozwoli
i trach i widzi pani oszczedzila
tyle peligree
pal
Ryngraf
Niemiertelny Kurzyniec usta ma w krzyku rozwiane
Woła precz z dwukropek po którym dużo jest miejsca
wiatła w oknach buzujš to Panprezydent żeruje
Panprezydent żre kawior w nim włos rozwiany Kuryńca
Z tyłu zajeżdża nyska; w rodku osiłki przy ganach
paru innych z kaftanem; moknšć nie będzie na mrozie
Wszystko Żydzi któ woła on że niestety nieprawda
Jeszcze kiedy go wlekš zamknš wypuszczš wlepiwszy
Ludzie idš z urzędu co im tam jeszcze obcięli
Spokój wisi w powietrzu podmuch cmentarnej harmonii
Jego nie chcš w uopie jego nie zechcš postkomy
Stoi ludzie się patrzš lustro czy kino okładka
Stoi studiów nie skończył każdy się jako urzšdzł
stołki sp oki redakcje i jak za Gierka placówki
Ludzie patrzš i mówiš gówno wypłynie jak zwykle
Nie wchylaj przeżyjesz mšdrzy jestesmy Polacy
Kto się puka po głowie któ się po głowie nie puka
Ryngraf milczy nas cianie na nim samotny Kurzyniec
Pan mierdzimito pamięta
Pan mierdzimito nie pamięta jak
(bo to było bardzo dawno) nie pamięta, jak
to było. było tak
trzeba było się urodzić Pan mierdzimito
wytargował tyle, e
poetš
ale trzeba było
jak by nie było
(przepraszam za ten ulubiony zwrot)
i stało
się
to znaczy było
to znaczy włanie stało się
Pan mierdzimito
nachylony nad istotš bytu
zaczšł się rodzić
pochylony nad istotš bytu
zaczšł się rodzić
tak było
no i się
stało
Pan mierdzimito
pochylony nad istotš bytu
nawet nie zauwaył:
to, czym wyglšdał na wiat
to nie było dokładnie to
na czy stajš mędrcy Wschodu
i dla czego mędrcy (hm hm) Zachodu
te majš swoje zastosowania
choćby noszenie korony niebieskiej
stajšcy się poeta zawisł
niczym Pan Twardowski między Ziemiš a Xięycem
wyglšdajšc ku wiatu raczej tym
na czym Budda osišgnšł Owiecenie
i stało się do dzisiaj
Pan mierdzimito który nie pamięta
ale pamiętajš dna jego komórek
o wycišgnięcie ju niewane czego
ku wiatu tutaj miejsce by dopisać
Nobla miłoć jego zycia litr powietrza w płucach
przed którym nie tłumaczysz się, e nimn oddychasz
i całš resztę listy która jego jest
to znaczy włanie nie jest
więc rzekę stało się Pan mierdzimito
ku wiatu o wycišgnięcie
mona przedyskutować czego
ale nie podlega dyskusji
częć ciała którš Pan mierdzimito
kieruje ku wiatu
przecie to było kiedy
przecie to było gdzie
przecie on nawet nie pamięta
przecie on nawet nie poczuł
przecie on nawet nie wie
e stało
się
czy Pan mierdzimito jest sam
czy nikt naprawdę nikt o nim nie wie nikt nie myli
czy spoza wód nie wynurza się lancet
a za nim wiatło i przestwór i będzie dało się yć
skšdinšd o własnych siłach
powiadam wiatło i przestwór i będzie dało się yć
o tym
nie wie się w wiecznym teraz
w wiecznym teraz
się wie tylko to, e się stało
tego nie wie
siedzšcy po ciemku ekspresowo posiwiały pan
tyko się wie e się stało
i stało sięzabili mnie i uciekłem nie mój problem czy z gębš w rękach
nareszcie wolny i sam i nie mój problem kto lata dokoła
wołajšc patrzcie nie ma mnie nie ma mnie nie ma mnie
tutaj moment bym wcisnšł e to rzecz jasna tylko sen
i nic nie wciskam i lecę dalej
tu jest dobre miejsce by skończyć zrobiłem ten błšd niue skończyłem chocia było dobre miejsce
ciekaw jestem w tamtym yciu te czuwałem
od czasu do czasu lecz konkretnie: jestem nigdzie
robię nic jestem nic
wiedzšc tyłek zostawia lad w tapczanie a głowa w cianie płaczu
wiedzšc co wiedzš i czujšc to, co czujšc
patrzę znikšd na rzeszę wietoszków wysilajšcych się patrz klasyka
(taki wiersz Jana Brzechwy Człowiek nie umiera
udajšcych e nie widzš e ja widzę
kochani mnie to naprawdę nic nie obchodzi
tutaj jest leszcze lepsze miejsce, zeby skonczyco szlachetni mężowie jakże pięknie on gra
najpiękniejsza muzyka człowieka dla człowieka
brzmi, jakby ty to grał tak sobie sam
dajmy mu wieniec
niech raduje się, że uraduje serca nasze
oto jest władza sšdzenia
lecz popatrzcie na tego wyglšda jakby piał
do siebie samego pień jak stworzonš dla niebian
na Zagreusa gdybym ja był bogiem
jemu bym dał ten laur
lecz tak nie będzie czcigodni mężowie
tutaj zdejmuje mnie strach
gdy laur go ominie wy dopiero zobaczycie
do czego zdolen jest rozszalały artysta.
mężowie jak by was nie nazwać już jest po
Marsjasza wycie porusza bramy piekieł
kto mógł pomyleć że to on
burdelpapa panienek ze wzgórza parnasu
zawsze spada kamień na dzbanek albo dzbanek na kamień
i zawsze pod rękš jest kto by z bólu mógł wyć
on tego nie wie że Bogiem trzeba się urodzić
i poetš niestety też i niestety on tego nie wie że każdy ma
swoje miejsce
a jeli kto tego nie wie i jeszcze chce sobie co udowodnić
na przykład że człowiek jest po to, aby to on poczuł się lepiej
i że na tym etapie każdy jest stworzon, aby żył dla siebie
jedno jest pewne dla kogo skończy się le
dla dzbanka albo kamienia dla kamienia albo dzbanka
Bogiem trzeba się urodzić
także tym, co trzyma w ręku ludzkie losy
i wierszówkę i nazwisko w spisie treci
i ty również wspomnisz o tym
o nieszczęsna władzo sšdzenia
o durna władzo sšdzenia
Małpa zszwedłszy z drzewa wyruszyła w dolinę na spotkanie
tego, co sšdzone już nie małpom
ostatni raz spojrzała na koronę na koronę nad obłoki
i zrozumiała, że to wszystko to nie wszystko
oto jest Geniusz Chrzecijaństwa i nie mylcie, że to wszystko
to symbole
stosy papieru na nich hrerrtycy
po stosami papieru
dyszy lawš żywa treć
i to nie sš tylko słowa to nie sš tylko papiery
ludzie zawsze sš rodkiem i ludzie zawsze sš w rodku
Oto jest Geniusz Chrzecijaństwa
Raz wyrzeczone słowo jest wszędzioe w tej samej sekundzie
i nikt go nie cofnie chyba jedno: miłosierdzie
ktore nie jest slavboscia gdyby przypadkiem ktos pytal
Ono także jest wszędzie. Nikt mu nie uciecze.
Jakškolwiek ma twarz, jedno jesrt jego ródło.
ale zawzse jest wszędzie, jakškolwiek ma twarz
W zawodzeniu wiatru i zawodzeniu mułły
W tańcu tršb powietrznych i tańcu Sziwy na szczycie ołtarza
zawsze słyszysz że nigdy nie jeste sam ze swš bezradnociš
gdzieby był zawsze niebo nachyla się nad tobš
Zawsze jeste u Siebie to twój Dom i twój Ojciec
Plwajmy na Rydzyka zstępujmy do głębi
Wielki Niepojęty Niestworzony Niewzięty w Ajencję
Pamięta o każdym robaku i małpie co zeszła z drzewa
znaczyć cieżki nie pierwsze z tych, które sš niezbadane
A jeszcze czas nie dobiegł swojego końca
Matka Boska Częstochowska wyskoczyła z ram
Z miłosierdziem się przyjrzała wielbicieli hordzie
Chodcie do mnie moje dzieci co wam dam
I ramami jak Van Damne wszystkich prask po mordzie
Nawet lubię gdy kto znowu Jezus Maria klnie
Zamiast tony medalików nosić
Ale każda feministka wam to powie, że
i kobieta też ma czasem dosyć
Biała cisza żadnych pytań jednomylna zgoda
Cud nareszcie: to milczenie niczym jeden głos
Całkiem jak na antypodach człek człekowi rękę poda
I kamurków coraz więcej cóż za piękny stos
Inkwizytor podpisuje a kat ostrzy miecz
Rozdziawiajšc mšdrze paszczę jak pies do księżyca
Jak Darczanka, jak Giordano, jak Hus, prosta rzecz
Raz że pierze zwykłym proszkiem dwa że żydowica
Każdy chwyta za kamura linišc się za trzech
A co wieższy pod sztandarem zaraz cztery łapie
Ty cnotliwa ty niechrzczona twój ostatni dech
Nie pomoże ci już nawet i elektryk w klapie
Zawsze będš chętni żeby w konia robić was
Cacy cacy więto pracy i na gnidzie gnida
Prosta rzecz za mordę trzymać kadzšc cały czas
Jak się komu nie podoba męczennik się przyda
Matka Boska Częstochowska popatrzyła z ram
Popłynęły łzy wzruszenia macierzyńskie szczere
Ino mi spróbujcie dziatki już wam dam
I w garć skręca namoczonš cieręars scribendi
pruj meteorze
pruj meteorze póki jeste
póki jeste rób to, czym jeste
wszystko owszem przeminie, ale ty teraz pruj
nie kręcšc pizdš i nie drapišc się po jajkach
wiadomo o co chodzi o nic
nie mam także
szczególnych złudzeń co się tyczy
większoci reszty
co to w ogóle jest
w ogóle to nie jest nic
to po pierwsze po drugie bywajš i tacy
którym z tym jest dobrze
po trzecie patrz paragraf pierwszy
i
uprzedzajšc pytania czy któ kiedy to kupi
nie jeste winia na targu
uprzedzajšc pytania do czego to podobne
nie jeste wsteczne lusterko
uprzedzajš pytania czy widać gdzie tu jaki rozwój
nie jeste szpulka
uprzedzajšc życzliwski komentarz tak ale
ale, ale tak
schizma w schizmie
gnoza w gnozie
joga w jodze
zawsze o jednš nieskończonoć bliżej
do głębi nagiej treci jeszcze bardziej tam
jak dzień, co zawsze wyprzedza noc o jeden dzień
jak strzała, która nigdy nie tknie swego pierza
przejšł się, widać niedzisiejszy
nikt się kiedy nie dowie czy i było tak
mogłe taki być mogłe być jakkolwiek lub i wcale
lecz takim będš pamiętać
ciebie którego nie będzie
schizma w schizmie
gnoza w gnozie
joga w jodze
czyli dokładnie to, o co chodzi
czyli nic
na wszelki wypadek dla upierdliwych patrz wyżej
List do w. Mikołaja
którego nie napiszę z wielu przyczyn widziałem
obraz z epoki na nim w. Mikołaj
w ogromnej aureoli niczym ufo
spływa z powietrza oczywicie nad wzburzone fale
na których oczywicie galeon traci ostatni maszt
a załoga zagaja pod Twojš obronę
a on ich pewnie nie zostawi patron
rozbitków wyrzutków rozpruwaczy
to było dla mnie zaskoczeniem i chciałbym spytać paru więtych
nie tego co skłusował smoka nie tego
co zabił wszystkie swoje drzewa żeby wyrostki z nich nie rwały jabłek
nie tego
któremu każdy był przebaczał cokolwiek by był zbroił
chociaż może tego bym zrozumiał bo i to wyrzutek
o jednš rzecz mianowicie
dlaczego ich nie ma
ja wiem to nie te czasy inaczej się ma
odwieczna antyteza Słowo z miejsca nie ruszy kamienia
a cuda patrz nauka technika
nawet Bobbitowi przyszyli
każdy też widzi że wiersz uderza w ton
znany z kolegów klasyków sprzed dobrej ćwiartki pół wieku
więc dla nieznudzonych słodkim retro premia - mieszanka firmowa
:człowiek zostaje sam na gołym brzegu
reszta blasku pada na wigilijne stoły
nieprzysiadalne
nieprzysiadalne
nieprzysiadalne
niezłe, nie?
kiedy i tak pisali kiedy
w ogóle było kiedy wierzono w wiele wiar
które żyjš lecz człowiek - on zostaje sam na brzegu
nagim jak on sam
przecież w. Mikołaj był więc czemu
zawieszam nieme pytanie
pewnie bo nie ma dżemu
a czemu nie ma dżemu?
bo liwki sš robaczywki?Mylšc Ojczyzna setki patafianów
Robiły setki patafiaństw w rodku nocy
Słychać gromki szum spuszczanej wody
oraz tubalny głos kto następny
I czyż to nie porywajšca wizja? jak by też nie było
nigdy się nie zdarzyło, aby zabrakło chętnych
i wyżej wspomniany apel pozostał bez odzewu
zawsze też można patrzšc na ptaszynę
talia jak u węża jak u osy pier
wszystko jak u pajška
jak pyszni się na złotówce, którš płacisz za sraczyk
niczym A. Schwartzeneger
/wszak coraz mniej jest krajów, gdzie płaci się za sraczyk/
zawsze można powiedzieć: żeby było ładnie
i to nie będzie nieprawdš, bo to nie będzie nieładnie
i nie będzie to wszystko, bo nie na tym wiat się kończy
i dzi nareszcie można myleć słowa na o, nie będšc następnym
i masz nareszcie gdzie usišć i klšć
i to nie żadna herezja
i kiedy kurw zapieje, i spłuczka dostojnie gulgocze
przewracajšc się na drugi bok, jest jeszcze powtórka z litanii
czy to już jest wszystko? nie, to nie jest jeszcze wszystko
czy to tak zawsze? nie, to jeszcze nie tak zawsze
czy to naprawdę tak? a ile ty masz lat
Na niebiańskim niebie promiene obłoki
Mpje oczy lubiš niebiański no dobra
Asfalt falš
falujušcy
lubiš moje buty w porzšdlu
Słońce na głos się rozmiało do cieknšcych pocišgów
moje uszy lubiš na zdrowie
Co się poczęło tak jak nigdy
Jiuż tam jest, jeszcze pi pod mosten Varola
Powieki chłonš kršg za kręgiem
Już film rozbłyska na powiece
Wygodniej, jeszcze czas do sódmej
Jak chcš
za to im płacę
Nie w rodku, nie na zewnštrz
miałbym się, gdyby było z czego
Zresztš boję się oszaleć ze miechu
Płakałbym / może buyłoby nade czym/
ale jak wyżej
Nie przeszkadzjcire sobie wasze praweo
Mosty sš niebiańskie niebo jesrt wilane
Tyle prawdy na tym wiecie podobno
prawda jest pra3wdziwa
teraz jest w cenie na razie
Stanięcie na progu tak ani
jeszcze ani już
że pewnie przed i po a wszystko to
pomiędzy
kondycja ludzka ludzie kondycja kondycja
mawiał pan od wuefu
niektórzy piewajš, że potem nie ma już nic
zwykła herezja
Wręcz przeciwnie potem owszem nie ma
ale jest nic
Oto jest nic nie do pomylenia
oto jest nic
Sam się dršżšcy
przepastny błysk
nie do pomylenia
bez potem
niebo już słyszę zza barku dyżurny komentarz
mówi się: nie, ponieważ
jednak niebo pamiętam nieba znad Italii
rzeczywicie ani jednej chmurki rzeczywicie
ani jednego auta majšcego ten łut litoci
żeby cię zabrać z tej cholernej autostrady
wtedy pomimo wszystko co to znaczy wszystko
ale ufajšc że jednak pozostało co
przypominasz sobie refren z poematu dla dorosłych
niebo nie jest puste
o niebo chętne by pochylić się nad kim
by nikt nie mówił że niebo przyciska do ziemi
by nikt nie zapomniał że ty
też jeste kto
nie stać mnie tutaj na żadne pytanie
choć bywajš tacy co wierzš w pytania
ja też czasami w różne wierzę, ale
ale włanie czasami ich nie mam
jedno może zdawać się pewne niebo pozostanie
dopóki jaka kometa wreszcie przyceluje
i trochę je przebarwi albo jeszcze co
powiedzmy pochylone powiedzmy bez chmurki
powiedzmy nic już nie mów
Kiedy przyjdš podpalić dom
a jeżeli kto nie ma domu
a jeżeli kto leży na dworcu
i to nie jest jego dworzec
Nie ma krokwi by trzaskały w ogniu
Nie ma drzwi by prysły pod kolbami
nie ma psa, by wył o pomstę di nieba
Ja nie mam domu hurkoczš pocišgi
Ja nie mam dokšd jechać
Nad głowš widzę paradš obcasy
które majš gdzie ić
Wysokie - to takich, co nie bały się skurwić
Chodaki - to takich, co pełzajš po wiecie
Przed nimi ich los, a na końcu mierć
Więc pieszš się, goniš za niš,
nie zapomnij czasem o mnie
nie zapomnij czasem o mnie
bo jak długo można żyć.
Nad głowš widzę kieszenie
W nich miękkie i twarde, miękkie i twarde
Na nich zawsze jaki orzeł
Tego nigdy nie zabraknie
Defilujš jak na scenie
Teraz tylko młynarki i marki
Sakpalta fraki marynarki
Mam na kim ostrzyć swojš pogardę
Tak, matka nie miała mleka
Tak, było cesarskie cięcie
Tak, karmili mnie z butelki i wetknijcie sobie w rzyć
Znów zwinęli kogo tajniacy
znów skopali mnie granatowi
znów na ulicę wyciepie schlany dozorca
mówišc z godnociš ochrona
znów przeszła po mnie łapanka
pozwijali ałzwajsy kenkarty
posłali do Murnau jak gdyby i tak
nie mieli gdzie ić
Tylko, że tym razem im
chodzi akurat o mnie
Popatrz tylko Klaus
co to za liudzki szajs
takich nie cierpi dusza wiata
Tylko po to jest na wiecie
żeby ludzie na niš pluli
a mnie szkoda i liny i kuli
Popatrz tylko Uli
mnie też szkoda kuli
ale mylę, że więcej mam lat
Ty lepiej popatrz na ten zad
grube ręce do wylewania balii
Nogi do noszenia brukwi marchwi jaj
A w potrzebie jest nasz kraj
na miejsce tych, co ruscy ich pozabijali
A wy ma służbie nie gadajcie
bo pójdziecie na Ivana
A na niš tak się nie gapcie
Jak tal leży ufajdana
Mordę ma jak gniazdo os
Poczerniałe ma zębiska
Ale jasne włosy wšski nos
Widać, że aryjska
A ty wstawaj eins zwei drei
Do budy i do odwszenia
Człek jest mocny tylko nie wie
Sama nie wiesz, co siły masz w barkach
a jaw wolisz to pod cianę
No nie trzšć się, tylko wstawaj
W końcu gdzie jest napisane
arbeit macht
frei.
Na co czekasz podno się
I tylko jeden Hergot wie
co ci pisane ruska bomba czy renta w twardych markach
poeta i winia
idzie poeta podlewa drzewka
pod nosem nuci nie paczże Ewka
bo niele mówiš tam o poetach
i cmokta peta
Mija agencje gdzie sprzedasz wszystko
duszę i dupę, się i nazwisko
oraz redakcje, gdzie napisali:
wszystko się wali
Czeć towarzyszu znany z młodoci
Ja cię pouczę w dowód wdzięcznoci
Bo czasy były były mój miły
I się zmieniły
kiedy bylimy rozumni szałem
dzi trzeba umieć przestać na małym
Taki ty mšdry pilnuj małego
ale swojego
Słuchajże stary we mnie poratuj
pamiętasz czasy kiedymy wiatu
dali popalić ludziom i czasom
i katabasom
wsad se człowieku głowę w tomograf
dzi zbijam kasę jako fotograf
i robię zdjęcia nie z misiem zmiętym
lecz z Duchem więtym
Byłem pies na tych, co w innš stronę
Dzisiaj wydzwaniam na mszę ogonem
Zawszeć pomidor zawsze na dziko
Choć nie za friko
już ja ci zaraz, ty psychopato
podłożę winię a winia na to
bardzo mi przykro chrum
jestem w nastroju chrum
jestem w nastroju
niepodkładalnym chrum
niepodkładalnym
Nazywam się Arystokles
bez żadnych aluzji
mój ojciec
podobno był
moja matka była na pewno
niestety
kiedy miałem lat 22 odnalazłem skarb
zresztš, sš na ten temat także inne wersje
i zainwestowałem
w uroczy domek publiczny
co się opłaciło
gdy miałem lat 33
zrobiłem to
byłem wtedy bogaty
nie bardzo, ale też nie niebardzo
i niezle trzymalem się w pięciu wymiarach
że wymienię: przestrzeń, czas i pienišdz
wtedy też
kazałem majstrowi
stałego klientowi i za zapłatę głownie w naturze
zbudować to
ołtarz nieznanemu Bogu
cóż, ja również
znanociš kiedy nie grzeszyłem
oczywicie nie planuję być kim nie jestem
ja za przeproszeniem prorok
ja za przeproszeniem teokrator
sami widzicie, jak to brzmi
bogów u nas dostatek
za wszędzie musi być ta szara strefa
więc niech Mu będzie, że jest
niech Mu choć raz wyda, że jest
nim wyda się, że Go nie ma
choć Go nie ma
lecz ja Jestem
i nie było czasu
abym nie Był
i nie będzie czasu
że nie Będę
i nikomu nie wpadnie na myl
że Jestem nieskończony niezaczęty nieuczczony
w każdym razie że Bywam
i byt się skonczy a ja Jestem
jakby kto pytał chociaż nikt nie pyta
i nikt się tego nie dowie, nawet ty
że w każdym razie Bywam
a że twój błšd był najmniejszy
bo nie jeste prorokiem
co najwyżej post-rokiem
ale sam przyznasz jak to brzmi
więc, że twój błšd był najmniejszy
nigdy się nie dowiesz
że Jestem i ci błogosławię
że błogosławię ci trzykrotnym
że błogosławię ci przewrotnym
niech Będę z tobš
i po dwakroć
niech Będę z tobš
i po trzykroć
niech Będę z tobš
nike na podecie w luwrze na półpięterku
/wyglšdała tam zupełnie jak na cokole
tak, tam, przy bonifraterskiej, przystanek od chińskiej
ambasady, gdzie chłopcy w mundurach piorš demonstrantów
tak, na ruinach domu, w którym mieszkał kloss
więc rzekę nike na podecie w luwrze na półpięterku
może już wie że się podziała najważniejsza częć ciała
może jeszcze nie wie jednej rzeczy gdzie
może już się nie dowie o tym, kto to wie
ale pewnie czuje: to nikt z naszych barbarzyńca
nie widzi czy ma oczy skone czy błękitne barbarzyńca
ani kto go nauczył sztuki głowni, czyli klingi barbarzyńca
i kto jš kował nie przez jeden dzień dla ułatwienia nie hefajstos barbarzyńca
i kto jš zaklšł nim wyruszył jakš frazš z jakich wiatów barbarzyńca
a może po prostu niczym albo jednym lepszym pytaniem patrz poniżej barbarzyńca
którego miecz jeden chyba tylko wie czy ocieka ambrozjš czy złomkami marmuru czy
oraz, jak długo można udawać greka
rama chandra un kalif
falszywy alarm17 XII 1998
dym i smród cišgle dym i smród ja jestem uczulony
na dym papierosowy już po moim nosie
już po moich oczach to znaczy sš ale tak jakby
nie takie odrętwienie w nich i we wszystkim
to się oczywicie jak każdy zauważył
nazywa noc poetów konferansjer wiadomo kto
odgraża się że trzecia i ostatnia
ci których podobno jest ta noc
kopcš peta za petem ci
którzy jeszcze nie wyszli nie pozostajš w tyle
a w czym majš pozostawać czyżbym
jeszcze miał mózg
na scenie oni co tam czytajš jeden po drugim dwóch
ma takie głosy ja wiem nazwijmy to "hipnotyzujšce"
siedzš obok siebie jeden ma krótkie podkręcone włosy
drugi już siwieje nie ma loków a głos
jeszcze bardziej "hipnotyzujšcy"
a może hipnotyzujšcy bez cudzysłowu
(cudzysłów odmienia się jak rów)
ale pamiętam prawdziwš hipnozę a poza tym
nie sšdzę aby cokolwiek było tu prawdziwe
naprawdę nie sšdzę nawet tego że ja sšdzę
kiedy chciałem w czym takim brać udział teraz rozumiem
nie ma siły tak czy srak musiałbym
przyjć w masce przeciwgazowej nie jestem do końca pewien
co do perspektyw takiej akcji nawet w postmodernizmie
i w tym cholernym bardzo delikatnie mówišc
przecholernym grajdole który nazywam Wszawš
wyzutym z najbardziej ladowych resztek gustu i poczucia proporcji
czasem (na przykład teraz) dodajšc niech gleba będzie
lekka temu co mogšc odbudować stolycę
w widłach Sanu i Wysły poszedł na łatwiznę
jeden z nich nazywa się Adam przez jedno m a nie 44 widzšc
moje daremne boje z dymem który napływa ja się wachluję on napływa ja desperacko
machajšc wpuszczam w jego miejsce następne porcje dymu
więc ten Adam przez jedno m jedyny który mnie zna
chociaż naprawdę nie wiem skšd mieje się widzšc
moje desperackie boje z dymem ciekawe czy rzeczywicie
wyglšda to miesznie dla innych no jak mylicie
może i dla mnie też
a teraz jeszcze chce mi się pisać wiersz już sobie mylałem
że tego wieczora napiszę prawdziwy wiersz powiedzmy o Don Juanie
ewentualnie o Don Giovannim wieczór zamienił się w noc
a moje oczy sam nie wiem w co ale oto
i one dochodzš do głosu niestety i one
potrafiš odczuwać ból co do mnie bolenie dociera
nie chcę być le zrozumiany (cóż najwyżej to mnie spotka
to co piszę to nie jest mój wiersz to jest pastisz
no i raczej z tych nędznawiejszych tego czego
miewam okazję się momentami nałykać na przykład teraz
więc ponieważ rzecz już zaszła za daleko postanawiam jak w takich wypadkach
dopisać na końcu adekwatny dopisek mianowicie
disclaimer niegodziwy wiersz godny rzucenia w ogień
dym i smród smród i dym ja nawet nie umiem rozróżnić
czy to machora czy marycha po prostu
nie znoszę nie znoszę moja skóra
przemierdła moje włosy przemierdły
moja koszula!
oni tam dalej udajš że robiš to co udajš że robiš
Paweł przechodzšc kładzie mi rękę na barku
mówišc Janek jeste lepszy od nich wszystkich
przechodzi dalej zanim zdšżę go zapytać
czy koniecznie nie chce wydać mi tomiku
zanim trafi mnie szlag jak wszystkich kolegów klasyków
rzecz jasna każdego w swej godzinie
oczy łzawiš tak że ostatecznie
zmuszajš mnie do emigracji na korytarz
skšd już nie słychać może to i lepiej
te dwa głosy hipnotyzujšcy i drugi jeszcze gorzej hipnotyzujšcy
możnaby przeczytać ksišżkę telefonicznš i dostać Kocielskich
jaki palant potršca mnie nawet nie przeprosi
oczy muszę mieć czerwone jak królik albo prezydent
dziewczyna siedzšca na podłodze na kocu mówi do mnie siadaj
dziękuję i siadam na brzeżku koca siadam
oczywicie nijak się ma to do Jankesów
którzy tego samego dnia rano zbombardowali Bagdad
i pewnie jeszcze mieli nadzieję że ukatrupiš Saddama
Hussaina patrzę na niš w ręku
dzierży numerek z szatni numer 256 256
szesnacie do kwadratu szesnacie do kwadratu szesnacie do kwadratu
naprawdę jak miło jest chociaż
poczuć że człowiek ma mózg przecież każdy kiedy teoretycznie miał mózg
a ja muszę kończyć choć nie wiem
co ja kończę bo nie wiem jak nazwać
to co robiłem i co na kartkę narobiłem co nie zmienia faktu
że dym wolno opuszcza moje płuca mózg zaraz przestanie mi drętwieć
z włosów zaraz go wyszamponuję następny wiersz będzie
jeżeli w ogóle będzie więc jeżeli w ogóle będzie
co nie jest pewne więc jeżeli w ogóle będzie
będzie wierszem a nie czym takim co wybałusza się na kartce
a co trzeba szybko zakończyć nim mózg powróci do akcji
zrzuciwszy ostatnie mrówczane igiełki podrętwienia
takie długie się napisało a przecież ja nic nic nic nie powiedziałem
niegodziwy wiersz godny rzucenia w ogień
nazywa się Nostalgia ma jak łatwo zgadnšć
głębokie, ciemne oczy i wilgotny nos
i parę zamaszystych uszu niczym skrzydła
Patrzy na ciebie nie jest przydrożny raczej bezdroży
pod łapy ciele mu się gliniasty horyzont
oj ciele
byłbym dziewczynš o poetyckich włosach
prawie, jak te uszy
wielbišcš poetów (wyłšcznie umarłych dzień dobry)
pocałowałabym go w nos wilgotny
niczym głębiny Gopła, albo
wymyl sam co lepszego
on by machnš ogonem
to zowie się nostalgia
od pierwszego wejrzenia
więc nawet mi żal, że jestem tym., kim jestem.
To był obraz nie ukrywam Dudy-Gracza
i nie ukrywam, że chciałbym tak malować
(takiej dali to nawet Salvador Dali...)
trzeba ić też nie ukrywam że w moim wieku bolš oczy
i wiem nigdy nie zobaczę psa Nostalgia
i powinienem tu zakończyć, i jak zwykle
nie potrafię nie potrafię
w zasadzie wiele nie widzę palce na mojej twarzy
niczym wietrzšcy motyl nigdy takich nie miałem
w zasadzie sam wiele nie widzę
oczywicie tam jest najpewniej tam będzie zostanie
dla mnie zagadkš jak każdy dla każdego
lecz ja chcę być jej zagadkš
to ona zasadniczo wypadałoby przez duże o
to chodzi o niš potrafi wiele rzeczy ja
czasem miewam ochotę na takie uczucia
w których się często lubuję podobniejsze
nili róży mimozie
nie ważę się wbijać w nadzieję
że ona pozostanie
puchem na mojej twarzy
tym, o czym mówię teraz
czujšc niespieszne opuszki
majšce na wszystko czas
człek to jeszcze cokolwiek, to wiele rzeczy więcej
nawet tak eteryczny jak ja
nie chcę też wyobrażać
co ona sobie wyobraża
że ja wyobrażam wycigi
to nie mój sport
los jest losem nie kryję
że nie jest taki puszysty
tyle dobrego, gdy jeden
zawsze jest jakie tam
chętnie jestem jej tam czegóż się wypierać
nie twierdzšc że to już wszystko co nasze
ale będziemy my, dopóki jest
ta z obu stron tak nieznana z obu stron taka nasza
nieodgadniona woalka
w zasadzie sam wiele nie widzę w zasadzie
oko nie jest tym najważniejszym co czyni człowieka
sš drzwi za nimi drzwi za nimi drzwi patrzę
jak moje oczy uciekajš z mojej głowy w głšb
przez drzwi i poprzez drzwi i poprzez drzwi i drzwi i drzwi
tylko co spojrzałem i có się stało mój szanowny wzrok
patrzy stamtšd, gdzie teraz jest
jest tam za siódmym portalem tam tam włanie tam dlaczego
nigdy tam
nie będzie mnie
taki jest obraz na okłaadce z solidnej tektury jutro
będę musiał ju jutro będę musiał oddać jš do biblioteki
wstyd nawet nie pamiętam ju co kryje się
pod tš tekturš w zbitym
gšszczu papieru pocieszam się przecie
i tak to nie tam
jak czytał kady czytelnik
literatury przedmiotu
numinosum jest by za nim tęsknić
stšd gdzie się jest
wtedy tęsknota staje
się skarbem tego, kto tęskni
aby tęsknišcy stał się
duchowym bogaczem ale
ja nim nie jestem
a mój wzrok ju uciekł stamtšd
gdzie był i ku mnie spoglšdał
a ksiškę te już musiałem oddać ale
i tak to nie tamAkteon zakochany co jak kazdy wyszedl na jelenia
czy nie wiedzial ze mial szanse rozdziewiczyc wszechswiat
wzglednie to, na czym się opiera
powiedzny parnas, no powiedzmy pornos prim
Herostrat
czy jak mu tam
tez chcial coś rozdziewiczyc tez symbol i tez chcial
zostac nastepnym
iluz wspanialych
daloby się rozszarpasc pocwiartowac
tylko po ty by blysnac po to by pozostac
na firmamencie miedzy symbolami
tego co dzisiejszym kapitalizmie
potrafi byle anglofonna owca
Chrystus przyszedł mili ludkowie
ano włanie, witamy, witamy
i jak tam w niebie panie C.?
Niebieskie jak za Ezechiela
trochęcie je spaprali fluorem
A jak tam u was, hm?
...........
Czy ja mówię po łacinie?
Hm to znaczy tak właciwie że
Słucham was bardzo uważnie
Jak tam u was?
Milczenie
Jak do Częstochowy i z powrotem
To ja tu jeszcze wrócę
To wy się jeszcze namylcie
Wiewiórka na czubku drzewa
Umiecha się do ginšcego słońca
patrzy na Ogród Luksemburski
Wiatr z północy łaskocze jš w ogon
Patrzy w dal może jej żal może
Ma jeszcze inne pomysły
Zejć z drzewa i to jeszcze na dwóch łapkach
I potem ale to nie moment na żarty
Jeszcze widać Ogród Botaniczny
Chciałbym być takš trawkš mieć długš łacińskš nazwę
Tabliczkę i resztę: to, czego nie ma, a co
Czyni to, że się jest czym specjalnym
Obłoki pod nieba hełmem
Patrolujš ulotnym szwadronem
Po widnokršg błękitni huzarzy
Rozsiewajš błękitny tętent
Z traw wypełza aksamitna mgła
Jakby dzi się zrodziła, dziewicza od skojarzeń
Czy już zaraz nad miastem zechce zabłysnšć łuna
Zwykła nocna łuna nad zwykłym nocnym miastem
zapomniałem się przedstawić może to i dobrze
nazwisko niewasze kończy się na -itzky
resztę widać szlify generalskie
orzeł bez kompleksów na pikelhaubie
czy cieszę się, że na stare lata
dane mi było odwiedzić to miasto
Jeszcze tutaj nie zrobili z owsa ryżu
A za póno, by zbombardować
Bastylię
Syn się rwał na żabojadów nie puciłem
Siedzi w szkole junkrów na bacznoć wkuwa musztrę
Strzelanie i taniec taniec i strzelanie
Jak go znam gryzie białe ręce do krwi
I nie będzie się uczyć francuskiego
Tylko musztrę taniec i strzelanie
Jeszcze się komu nie spodoba
że się nazywasz na -itzky
Jak mnie zechce zobaczyć na oczy
Dam mu bukiet paryskiej konwalii
Tutaj już posprzštali barykady
Bardziej na północ czeka jeszcze parę powstań
Słońce jest już u siebie w tej krainie
Gdzie podobno wszystko jest proste
Schnie konwalia w tomiku Rousseau
To ja już pójdę
W drzwiach staje pedel. Dupna mina.
Mylšcy ryj, ni
lwi, ni koński
Skšd ja znam tego skurczysyna?
Bo przecież to nie Jasiu Błoński.
nadziei jak w kręconym bšku
W kšcikach umiech jak ból siny
Stoję w przedsionku jak w ogonku
motłoch do tyłka
Messaliny
W żołšdku zakisł groch ze smalcem
W zadek wrósł obcas, ale stoję
A pedel zasępionym palcem
Wskazuje poza plecy moje
Kibluję w poczekalni sławy
Pegazik za kołnierzyk sra.
I słyszę pedla głos kaprawy
Znowu następny. Znów nie ja.
A w mózgu drzazga oni już tam sš
Majš swe domy i tomiki
kiedy ich zamknš w podręczniki
A co tam, panie z mojš szansš
Będę kiblować w krwi i biedzie
Aż w stlałe drzazgi wronie rzyć
Z ruskiego cyrku sęp przyjedzie
z groszkiem wštróbkę moja żryć
krótki dowcipas mało hecny
urok wierknięcia niech upiększy
co lepszy: redni wpółobecny
Niż nieobecny coraz większy
Przecież nie jestem pętla hetka
Bzdetów w szufladzie od cholery
Na moim czole czeka metka
Na stempel: 4
koma 4
Nigdy nie pełzłem tam, gdzie słuszni
Nie mnie kupować po przecenie
Wiem, że pšczkuje laur już mi
I to jest moje przeznaczenie
Lecz wszystko minie i szczęliwa
godzina się dowlecze ma
Znów z szumem na wierzch szajs wypływa
Znowu następny. Znów nie ja.
Obudzisz się rano w takie białe rano
czy to gwiazdka, pierwszy nieg czy zachorowałem
jednym słowem nie trzeba
wstawać ić na miasto wyglšdać
jak bylbord z twojš podobiznš
/ akurat takie czasy powiadajš żółtki
oby żył w ciekawych
- - - - - - -
Więc dobrze dzisiaj spadł pierwszy nieg
i nie trzeba
wstawać wychodzić z domu i
patrz wyżej
to ja framuga
patrz niżej
to ja podłoga
kiedy x poniatowski skoczył do Elstery, było tak
już był w wodzie i już nie było Polski
a przed nim było nie wiafomo cop
Pofdobno xišżę gdy koń już na dreugi brzeg wdarł się kopytami
cišgnšł wodze i konia przewalił w rwšcy nurt
bo tutaj był tylko weiry
z tyły nie było Polski
a z przodu nie byo już nic z tego, co już było było
albo jeszcze gorzej budzik i 7 rano
a szef przy wejciu czatuje na spónialskich
i parę rzweczy, ktore znał których nie znał ksišżę marszałek ksišżę marszałrek
xišgnšł wodze i konia przewalił w rwšcy nurtpieszmy się kochać postmodernizm tak szybko odchodzi
jaka miła epoka
i następny przystanek i już żadnych zniżek
i następna epoka która ma serce czyste jak szpic diamentu i nim kocha i holubi
takich którzy nie bojš się wyzweań no i odwreotnie
pieszmy się kochać postymodernizm tak szybko odchodzi
już słychać kroki następnej epoki która nie ma nazwy
próżnia nie znosi natury lecz nazwy nie ma lecz ona jest
zatknie w czubek kuli ziemskiej swój propporzec i rzecze:
dzisiaj duch ma swojš cenę i bardzo uczciwy procent
ale nie majš jej słowa
przeto ty duszo bšd spokojna lecz wy handlarze słów
z góry zacznijcie przedpłatę na torby
bowien obalon wasz parytet
i wyczerpane kredyty wasze
(mocno powiedziane
wypisz wymaluj
wypisz wymaluj
wczesny Słonimski
czyż nie miło otweorzyć oczy
jeszcze tyle rzeczy jest na kredyt jeszcze
można zxwalić na drugi biegun bimonopolu
a w najgorzym razie
tego biskupa, który miał czelnoć rzec: 'trzeba się uczyć
przeminšł wiek złoty'
i jeszcze wystarczy i jeszcze
przez pół sekundy i drugie na bis
ziemiaa jest płaska jak ogrod angielski
i wszystko znowu jest proste
przez pół sekundy i drugie na bis
czyliż nie miło otworzyć oczy
jeszcze tak łatwo prZegrywać i tak jest na co zwalać
jeszczer wiara jest na pioękne oczy łase na symbole
jeszcze tę chweilę można robić tyle błędów na cudzy racxhunek
pieszmy się kochać postmodernizm tak szybko odchodzi
Litania do postmodernizmu
(Na melodię: Na młode wilczki obława)
Postmodernizm, ten koszmarny barbopapa
Ameba zlęgła tylko po to, by wpędzić nas w komplexy
Nawet księży dosięga jego liska łapa
Kwitnš lombardy, bankrutujš peweksy.
Coraz drożej w sklepie, drożej na kolei
Trzeba będzie z głodu żryć drogę nadziei
Owieca transparent tych, co niepimienni
Odstanie się, co się nie stało; to, czego nie ma, zmieni
Postmoderna, postmoderna, zarazo giń
cholerna
wystrzelać by to gnidztwo rutem, złamać kij i szpicrutę
Płytki, tak jak całujesz przygodnš kochankę
Olizgły, niczym twoja własna słaboć
Co to znaczy twoja co to znaczy nas
Co to znaczy: co to znaczy patrz niżej to ja podłoga
Postmoderna, postmoderna, zarazo giń
cholerna
zarazo, bestio giń pazerna a huzia postmoderna
Płytki, tak jak całujesz przygodnš kochankę
Olizgły, niczym twoja własna słaboć
Co to znaczy: co to znaczy co to znaczy: nic nie znaczy
Co to w ogóle jest, czy to we ogóle jest
Ref.
I coraz więcej ludzi i spraw po prostu istnieje
nie tłumaczšc się i nie pytajšc dobrych wujków
To się nazywa epoka nieepoka epoka nic
Mróz przechodzi po 4 literach jaka będzie następna
Ref
Halina Powiatowska to na pewno był człowiek
to była piękna dziewczyna wystarczy spojrzeć na zdjęcie
Halina Powiatowska pewnie żyje inaczej
(czytaj po dzisiejszemu: exitus) i pewnie było to piękne
Czytam to i akurat tak się składa że czuję
gdy blask księżyca widruje dom,że
moja bajka skończyć się pragnie jeszcze gorzej
lecz pięknie o wiele wiele mniej
choć czemu człek ma umierać skończonym klasykiem
a nie zaczętš legendš
Już się zakładam czy wtedy tam będzie
wszystko, czy nie wszystko jedno
gdybym się znów dowiedział, że premier mego kraju jest szpiegiem
urwałbym mu jaja
(zakładajšc, że jeszcze jest co
Jak kraj szeroki po grobach kwiknęliby z radoci
oczywicie, że im się upiekło rzekę kwiknęliby z radoci
jak wiat wiatem historiš historiš kwiknęliby z radoci
bierut i spółka
gomułka i spółka
ich następcy i spółka
ale się im upiekło
spojrzenie szerokie i pojemne niczym most
rozłożyste niczym dšb umówmy się, że nie płocki
cóż jest bardziej bezgraniczne chyba naiwnoć poety
przepraszam, odwołuję bierut był prezydentemładne słowo przebuddzenie
niczym rozwijajšcy się pšk rozkwitajšcš wiosnš
kolor i nazwa patrz atlas botaniczny
Budda ju dla porzšdku eżł od do, tak jak i ja
i w miedzyczasie się przebudził szczegóły
patrz bibliografia
sam bywamn ciekaw czy ja kiedy się przebuddzę
prawdopodobnie mój wewnętrzny buddzik trochę
pojechał na wczasyPrzemiły wodoleju Talesie przemiły
zapaleńcu Heraklicie paliwodo
Demokrycie
Jacy wycie przemili
ze swoim arcygramatycznym nic innego, jak tylko
wiat
na jednš strunę nanizany
i już
nic, tylko prosto do przodu sam ciekaw jestem, gdzie
(do Takiej Jednej Krainy, Gdzie Wszystko Jest Proste?)
Ja też bym chciał lecz w arche wstępuje stary anarch
i spieprza gdzie pieprz ronie, wijšc się wród szarych komórek
i soli mu na ogon
więc co: nie to, nie to, nie to, nie to
ale to też nie to
już lepiej, ale co
jeszcze tylko kto spyta ostatni refleksowicz
niczym burek Pawłowa co to też jest to
co zmienia się we wszystko - niczym złoto w towar?
wie i jeszcze mie pytać
więc już icie czas
by niegolony mnich, walšc pišchš cianę
zmurowanš z kawałków ropieprzonego ołtarza Diany
wreszcie chrypnšł de profundis, że wszystko jest marnociš
i ma rację, a gdyby nawet
a gdyby, to co
człowieku, ludzki chytrusku, tak chciałby
raz przykaraulić to sobie dać nura pod tę jednš pierzynę
gdzie wszyciutko jest pierzem
i gdzie nic nie ukłuje
bo nawet, jeli wypłynie brzytwa dla tonšcych(Moczulski)
może być made in Ockham
można wspomnieć, że mówiš też: jedna chwila
uważna chwila staje się modlitwš nie mówię
że nie ma w tym piękna
a prawda na klęczkach
jest prawdš na klęczkach spędzonych półgodzin
i nawet możesz poczuć, że z tobš jest moc
nim na trzeciš godzinę precliny na kolanach
zaczynajš dopierdalać tak, że możesz już tylko
poszukiwać jednoci ze szlagiem, co cię trafia
a, wracajšc do tematu, gdyby nawet
dostałby to w swe łapki
i cożesz by z tym zrobił?
przyznaj się sam, majsterku
i to też nie jest głupie
jak mierć epikurejska nie ma go, gdy jeste
I przy całej uwadze twej Bóg spoza poza
gigametry znad tego, co hasa w twej głowie
choć nie wiem jak uważnie
łapie się za brzuch
na Mnie z kawałkiem duszy miły majsterklepko
jak Wostokiem na słońce
czy mi więc le roztargniony duchowy kocmołuch
rozbajlony do granic możliwoci bajlarz
bez pojęcia jak zresztš większoć geniuszy - czy kłamię?
czyż wreszcie moja summa a może karassia?
Przed jednymi odrzwiami
ulewa z piorunami
gorzeje włanie tak
ulewa z piorunami
Za drugimi odrzwiami
ulewa z piorunami
ogień z larwami zlan
poród komina cian
za stołem możny tan
wieczerza z kompanami
I wtem przefruwa ptak.
Brzask blady niczym ciana
Żarzy węglami chrust
Duje w kominie co
buzujš żaru fale
I nagle ptak na wskro
na przestrzał poprzez halę
szlak przebił niczym nić
i przepadł ni go chwyć
Aż miech pochwycił tana
By wnet mu spełznšć z ust
To nie jest żaden znak
nie zwiastun choć i zła
zwykła, drapieżna skua
już go wchłonęła mgła
co oczom nie pomaga
i nic. i włanie tak.
I tu się kończy sagaPoczštku nie ma potem
musi być jakie potem
przynajmniej
powinno więc potem
jest już rodek kiedy się zgubiłem
jak zwykle się spóniłem zagubiłem
czyż to nie jest mój zawód
i trafiłem na wiersz
i o tym chcę powiedzieć jeli tylko zdšżę
zanim wierszyk zacznie mi się zmieniać w pulpę
takš, za jakš dajš no przynajmniej stypendia
jeli nie co do chleba.
pomylałem, że ja też jestem kim na pustej drodze
też przynajmniej udaję krok za krokiem potem
nie ma żadnego potem potem jest to samo
człowiek na polnej drodze jeszcze się dziwi, że
niemiłowany przez nikogo i że mu smutno i że mu le
sam i niczyj i coraz bliższa wisi ciemnoć
a on idzie - poeta! mylšc: Jak to miesznie...
też bym chciał umieć tak cierpieć niczego nie udajšc
nawet, gdy zetnie się we mnie to, co pozwala udawać
tchem nadziei na mrozie zetnie się to, co pozwala udawać
że życie nie jest w tym, że człowiek umrze - tym razem trochę póniej
nie wiem nawet jak daleko wisi ciemnoć
jeli jeszcze to nie jest pulpa, za którš dajš stypendia
niech mi wolno będzie odejć - samym i zbytecznym
ku wiszšcej ciemnoci póki to brzmi: jak to miesznie
Jan Brzechwa
DROGA
Niemiłowany idę drog+,
Idę sam jeden - bez nikogo,
Pełen żałoci i goryczy
Idę bez celu sam i niczyj.
Złe niepokoje serce piek+,
Dom niedaleko, lecz daleko,
A ja tak smutnie i ubogo
Idę bez celu, idę drog+,
I niepotrzebny już nikomu
Idę i wracam - nie do domu.
Ileż mi życia pozostało?
Nie wiem. Za dużo czy za mało?
tnieg jest na prawo i na lewo,
Na lewo słup, na prawo drzewo,
A ja tak idę sobie drog+
Niemiłowany przez nikogo.
Nikt mnie nie żegnał, nikt nie czeka,
I wisi ciemnoć niedaleka,
A ja, czekaj+c aż się zmierzchnie,
Idę - poeta! Jak to miesznie...
1943
Jan Brzechwa
POETA
Zeus, co każd+ boginię brał, gdy zechciał, jak dziewkę,
Od ubogiej pasterki dostał czarn+ polewkę.
Rzekł więc tylko: "Za karę w ludzk+ przyszłoć tw+ splunę!"
Poczem parskn+ł i gniewnie splun+ł cierpkim piorunem.
Kiedy wyszedł z d+browy, było skwarne południe;
Tedy wina zapragn+ł i wychilił trzy studnie,
Potem jeszcze trzy kwarty, potem jeszcze trzy czary,
Aż potoczył się stary przez pagóry i jary;
I od jarów był jarny, i był jurny i chmurny,
I pił znowu i jeszcze ten sam trunek powtórny.
W swym oplistwie był straszny. Szedł zawzięty i blady,
Aż dudniły wokoło żyzne ziemie Hellady;
Szedł i chwiał się, i staczał z gór wylękłych w doliny,
Aż bezwstydnie mu zwisał język tłusty i siny.
Siw+ brod+ zamiatał pełne mgieł nieboskłony,
Ryczał głosem zwierzęcym, toczył lepiem czerwonym,
Wreszcie legł nad jeziorem, gdzie był mlecz niezdmuchnięty,
Garci+ puch jego zmieszał z mgł+ i z woni+ mdłej mięty,
Z nieba obłok różowy jeszcze zdarł po omacku,
Splun+l w garć tak soczycie i tak - po pijacku
I z tej miazgi poetę stworzył w szale opilczym,
Więc poeta mu piewa. A on - marzy i milczy.
Jan Brzechwa
tWITY SZCZUR
Na zboczu zielonych gór
Zaczaił się twięty Szczur,
Zamigotał ęrenicami z poza szczytu,
Zadygotał więtem sercem ród błękitu,
Zaszelecił miękk+ sierci+ z aksamitu,
A ogonem, złotem dzianym, zm+cił morze,
A w+sami pokłuł kwiaty na ugorze.
Przybiegli ludzie co tchu,
St+paj+c cicho po mchu,
By zobaczyć, czy to sen, czy złuda,
I czy jeszcze s+ na ziemi cuda.
Poszli stron+, gdzie się kończy góra,
Zobaczyli tam twiętego Szczura.
Powiadaj+ do mnie: "Mymy proci,
A tu Szczur, nasz Praszczur, przybył w goci,
Przeczuwamy jak+ rzecz nieprost+,
B+dę-że naszym przed Szczurem starost+."
Przeżegnał strwożony lud
Wprzód zachód, a potem wschód,
Patrzał za mn+, jak odchodzę przez kurhany,
Tam, gdzie ni się srebrny ogon, złotem dziany,
Gdzie majaczy cud nieznany, niespodziany,
A ja zszedłem pagórami zielonemi,
Pokłoniłem się Szczurowi aż do ziemi:
"Nie jeste nam tylko snem,
Wiem dobrze - o wszystkiem wiem,
Dor+bałem się raz duszy w sonie,
Podsłuchałem raz, jak trawa ronie,
A jak rosn+c, wróży twe przybycie:
Czekalimy na nie całe życie,
Czekalimy na ten dzień wyzwolin,
B+dę-że królem naszych ł+k i dolin,
Koronować cię będziemy, Szczurze,
Lecz nie na tej, a na Szklanej górze."
Umiechn+ł się więty Szczur,
Aż jasnoć pobiegła z gór,
twiętem sercem ród błękitu zadygotał,
Şrenicami nad morzami zamigotał,
Tajemnicę jak+ snać na w+s namotał:
"Jakoż nie miałbym ci służyć, boski tworze,
Pokróluję temu wiatu w Imię Boże."
W doliny zbiegłem po mchu,
Krzykn+łem, co miałem tchu:
"Przybywajcie, jaworowi ludzie,
Cud się zdarzył - chodęcie trwać w tym cudzie,
Umocujcie miedziane poręcze,
Wzniecie schody, aż po sam+ tęczę,
A posypcie tatarakiem stopnie,
Niechaj Praszczur Szklanej góry dopnie,
Wspomagajcie go sercem czuj+cem,
Bo go mamy koronować - Słońcem."
Dęwignęlimy wielki gmach,
Aż ton+ł szczytem we mgłach,
Poklękalimy natenczas, by w pokorze
Zmówić pacierz za te lasy i za morze,
Za te schody, które wiodły gdzie w przestworze,
Dziękowalimy niebiosom zgodnym chórem,
Że jest jeszcze dla nas radoć pod lazurem.
Zaledwie umilkn+ł chór,
Stan+łem znowu ród gór:
"twięty Szczurze, wybiła godzina,
Wypij ze mn+ ze trzy studnie wina,
Spożyj ze mn+ ze trzy pichrze chleba -
Żmudna droga prowadzi do nieba,
Wdziej na głowę tę czapkę z atłasu,
By cię skwar nie odurzył zawczasu,
Lud się kwapi, dojrzewa Nowina,
twięty Szczurze, wybiła godzina!"
Szczur dumnie wyprężył grzbiet,
Szedł za mn+, przez góry szedł,
Toczył ciało swe nad las olbrzymiej+ce,
Brn+ł po schodach w wielkim znoju trzy miesi+ce,
Ku tej górze zapatrzonej w wieczne słońce,
Nikn+ł we mgle, co w niej zawiat się zaczy